psychologia.zycia@onet.pl

Czego szukasz?

PSYCHOLOGIA PRZEMOCY

TOKSYCZNE TRIKI, czyli jak toksyczni ludzie zastawiają sidła na swoje ofiary?

16 min czytania

Agnieszka Zblewska · Psychology of Life

TOKSYCZNE TRIKI, czyli jak toksyczni ludzie zastawiają sidła na swoje ofiary?

Czy zdarzyło Ci się zaufać komuś, kto na początku wydawał się troskliwy, obecny, łagodny – a później, niepostrzeżenie, zaczął przekształcać Twoją codzienność w pole minowe? Czy był w Twoim życiu ktoś, kto najpierw dawał Ci poczucie ukojenia, a z czasem zaczął siać w Tobie niepokój – tak cicho, że trudno było wskazać moment, w którym zrobiło się niebezpiecznie? Niestety ale zdarza się, że osoba stosująca przemoc nie wygląda jak oprawca. Bywa uśmiechnięta. Pomocna. Niby grzeczna, niby opiekuńcza… a jednak pod tą powierzchnią czai się coś, co stopniowo wysysa z nas pewność, radość i siłę…

Jak działa osoba wykazująca się toksycznością?

Nie pojawia się z ostrzeżeniem. Zwykle przychodzi w najbardziej wrażliwym momencie: kiedy jesteśmy otwarci, pełni nadziei, może zranieni wcześniejszym doświadczeniem. Bywa, że na początku czaruje. Daje więcej, niż trzeba. Pomaga, słucha, komplementuje. Wydaje się „za dobry, żeby był prawdziwy”. I właśnie to „za dużo” staje się walutą, którą później odbierze – z odsetkami. Brutalnie.

W mojej książce „Oblicza toksyczności” (link do książki >TUTAJ<) piszę o tym, jak subtelnie – i często bardzo inteligentnie – nadawca przemocy potrafi wejść w nasze życie i zaburzyć nasze poczucie rzeczywistości. Jak to możliwe, że niektóre osoby wykazujące się toksycznością potrafią być tak przekonujące? Jakie mechanizmy stoją za ich zachowaniem? I jak je rozpoznać, zanim będzie za późno?

Zacznijmy jednak od początku…

Jakie metody stosuje?

Osoby stosujące przemoc bywa, że wykorzystują różnego rodzaju taktyki, by zniekształcić rzeczywistość drugiej strony relacji i tym samym trzymać nad nią władzę…

Do TOKSYCZNYCH METOD działania należą: 

  • PROJEKCJA

Czy zdarzyło Ci się usłyszeć zarzut, który brzmiał… dziwnie znajomo? Jakby nie dotyczył Ciebie, ale tej drugiej strony?
Jakby ktoś – z niemal chirurgiczną precyzją – próbował przypisać Ci coś, co tak naprawdę należało do niego?

To właśnie projekcja.

Mechanizm, który bywa wykorzystywany przez osoby stosujące przemoc emocjonalną – po to, by przenieść własną toksyczność na kogoś innego. Najlepiej: na kogoś bliskiego. Ufającego. Takiego, kto jeszcze wierzy, że można się porozumieć.

W takiej relacji wszystko, co trudne, zawstydzające czy agresywne, zostaje przerzucone na Ciebie. A Ty – zanim zdążysz to rozpoznać – zaczynasz się tłumaczyć. Czasem nawet… wierzyć, że rzeczywiście przesadzasz. Że może faktycznie to Ty jesteś problemem.

To klasyczne odwrócenie ról: osoba raniąca zaczyna grać rolę skrzywdzonej. A Ty – tej, która „zawsze coś komplikuje”.

Nie chodzi tu tylko o ochronę własnego obrazu. Chodzi o kontrolę i władzę.

Znasz taki scenariusz?
Kolega z pracy, który wciąż sugeruje, że nie radzisz sobie z obowiązkami, krytykuje Cię między wierszami – tylko po to, by nikt nie dostrzegł jego własnych błędów. A wszystko, co robi źle, ląduje na Twoim biurku. I w Twoim poczuciu winy.

Projekcja to nie przypadek. To technika.
I warto nauczyć się ją rozpoznawać, zanim zacznie podważać Twoje poczucie rzeczywistości.

  • AGRESYWNA NAGONKA

Czy miałaś/eś kiedyś wrażenie, że cokolwiek zrobisz – i tak będzie źle? Że choć starasz się, słuchasz, dostosowujesz… na końcu słyszysz tylko: „Znowu coś popsułaś/eś”? I nie chodzi o jedno konkretne zdarzenie. Chodzi o ciągłe podważanie Twojej wartości – podszyte pretensją, ironią albo „troską”.

Właśnie tak działa agresywna nagonka.

To nie zwykła krytyka. To sposób, w jaki osoba stosująca przemoc podcina Twoje skrzydła, aż zapominasz, jak wyglądało życie z własnym zdaniem. Na początku wydaje się, że oboje chcecie tego samego. Że jesteście po tej samej stronie. Ale z czasem okazuje się, że reguły zmieniają się bez ostrzeżenia. Że cokolwiek powiesz – zostanie użyte przeciwko Tobie. I wtedy zaczynasz wierzyć, że może rzeczywiście to Ty jesteś problemem. Że może faktycznie „znowu przesadzasz”.
Tak działa przemoc emocjonalna ubrana w słowa.

W „Obliczach toksyczności” opisałam ten mechanizm nie tylko po to, by go rozpoznać. Ale przede wszystkim po to, by dać Ci przestrzeń na wewnętrzne wyprostowanie się. Na odzyskiwanie kontaktu ze sobą – mimo że przez długi czas wszystko wokół próbowało Cię przekonać, że nie masz prawa czuć tego, co czujesz.

To książka o wychodzeniu z labiryntu bólu – krok po kroku. Z latarką w ręku. Nie po to, by od razu wiedzieć, którędy pójść dalej. Ale po to, by przestać się błąkać w ciemności, która nie jest Twoja.

Bo nie każda krytyka jest szczera. Bywa, że służy tylko temu, byś się kurczył/a. Byś milczał/a. A kiedy już staniesz na granicy – usłyszysz „to przez Ciebie”.

Czasem ta nagonka przybiera formę żartu: „No weź, przecież żartowałem.” Ale to właśnie wtedy, kiedy najbardziej boli, słyszysz, że nie powinnaś/powinieneś się przejmować.
Zostajesz sam/a z bólem i z pytaniem: czy naprawdę jestem zbyt wrażliwy/a? Nie. Po prostu za długo byłeś/aś w miejscu, w którym Twoja wrażliwość była zagrożeniem dla czyjegoś panowania.

  • BEZSENSOWNE ROZMOWY

Mówi się, że rozmowa buduje. Że wystarczy usiąść, porozmawiać, wyjaśnić. Ale czy każda rozmowa naprawdę łączy? Niestety ale są takie, które nie służą porozumieniu, tylko rozbrojeniu. Takie, w których od samego początku nie chodzi o zrozumienie, lecz o przewagę.

Znasz to uczucie, kiedy próbujesz coś wyjaśnić – spokojnie, rzeczowo, z nadzieją na sensowny dialog – a kończysz z mętlikiem w głowie i wątpliwością, czy w ogóle masz rację? To właśnie jeden z najbardziej dezorientujących aspektów przemocy emocjonalnej: rozmowy, które pozornie mają coś wyjaśnić… a w rzeczywistości mają podważyć Twój ogląd świata. I samego siebie.

Osoba stosująca przemoc bywa, że nie szuka odpowiedzi. Możesz mieć fakty. Możesz mieć spokój. Możesz mieć prawo.
Ale jeśli jesteś z kimś, kto manipuluje, to każde słowo zostanie wyciągnięte z kontekstu, obrócone przeciwko Tobie, rozszarpane na części. A Ty – nawet nie zauważysz, kiedy zaczynasz przepraszać za coś, czego nie zrobiłeś/aś.

W „Obliczach toksyczności” napisałam o tym zjawisku wprost – bo wiedziałam, jak wielu osobom rozmowa, która miała przynieść ulgę, przynosiła jeszcze większe zagubienie. To nie są zwykłe nieporozumienia. To sposób manipulacji. I nie chodzi o to, że jesteś zbyt emocjonalny/a. Chodzi o to, że ktoś celowo wprowadza Cię w emocjonalny chaos – bo wie, że wtedy łatwiej Cię zdominować.

Jeśli w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać:

  • Może ja rzeczywiście przesadzam?
  • Może to ze mną jest coś nie tak?

…to znak. Nie że jesteś słaby/a. Tylko że jesteś w relacji, która żeruje na Twojej empatii.

W książce opisuję strategie, które pomagają wyjść z takiego zamętu. Krok po kroku odzyskuje się przestrzeń wewnętrzną, w której znów można usłyszeć własny głos.

  • PAMIĘTLIWE GENERALIZOWANIE

Czy zdarzyło Ci się, że ktoś wypominał Ci coś sprzed lat – drobne potknięcie, jedno nieudane zdanie, chwilę słabości – jakby to właśnie ona miała Cię definiować do końca życia? Osoby stosujące przemoc emocjonalną bywa, że mają wyjątkową pamięć. Ale nie dla dobra.
Pamiętają to, co ich zdaniem powinno Cię zawstydzać. I z tej pamięci robią narzędzie.

W takich relacjach błędy nie wygasają. Nie mają prawa się przedawnić. Są odświeżane – czasem z ironią, czasem z wyższością, a czasem z podszytym troską głosem, który udaje, że „to tylko żart”.

Z czasem zaczynasz czuć, że jesteś jak plik dowodowy. Wszystko, co kiedykolwiek Ci nie wyszło – wraca. Ale już nie w swojej pierwotnej wersji. Zostaje ubarwione. Przekręcone. Podane jak danie główne przy każdej okazji.

W „Obliczach toksyczności” nazywam to emocjonalnym więzieniem zbudowanym ze wspomnień, w którym nie masz prawa do błędu, nie mówiąc już o zapomnieniu. To nie jest przypadek. To sposób na odebranie Ci prawa do przemiany.

  • UKRYTE I JAWNE GROŹBY

Czy zdarzyło Ci się poczuć, że każda Twoja decyzja – nawet ta najmniejsza – może wywołać złość, chłód, karę…? Że cokolwiek zrobisz, i tak będzie źle – bo oczekiwania są zmienne, nieracjonalne, nie do spełnienia? To nie zwykła trudność komunikacyjna. To mechanizm nacisku, w którym nie chodzi o relację, ale o władzę.

Osoby stosujące przemoc emocjonalną bywa, że nie proszą – one żądają. A kiedy ich oczekiwania nie zostaną spełnione, bywa, że pojawia się kara. Czasem słowna, czasem emocjonalna, czasem wyrażona w milczeniu – ale zawsze dotkliwa.

Zaczyna się od sformułowań typu: „Zrób to, albo…”.
I z czasem okazuje się, że „albo” może znaczyć wszystko: od obrażenia się, przez publiczne upokorzenie, po całkowite wycofanie miłości, czułości, wsparcia. W takich układach kompromisy nie działają. Każda próba łagodzenia konfliktu – tłumaczenie – zostaje zinterpretowana jako zgoda na więcej. Więcej oczekiwań. Więcej kar. Więcej przekraczania Ciebie.

  • OKRUTNE WYZWISKA

Czy doświadczyłaś kiedyś sytuacji, w której jedno słowo zostało z Tobą na długo? Nie dlatego, że było prawdziwe. Ale dlatego, że bolało.
Uderzyło w coś miękkiego. W coś, co próbowałaś chronić.

Osoby stosujące przemoc emocjonalną nie zawsze krzyczą. Ale jeśli to robią – to po to, żebyś zamilkł/a. Niestety ale bywa, że każda próba sprzeciwu kończy się lawiną obelg.

To nie są przypadkowe słowa. To precyzyjnie wymierzone ciosy – mają trafić w Twoją samoocenę, w Twoją wartość, w Twoje człowieczeństwo.

  • WARUNKOWANIE

Na początku to może brzmieć jak troska:
„Nie musisz pracować, ja się wszystkim zajmę.”
„Jesteś zmęczony/a, odpocznij. Zadbam o nas.”
„Moja księżniczka nie powinna się męczyć.”

Bywa, że to właśnie pod przykrywką troski zaczyna się budowanie zależności, której długo nie widać. Nie trzeba zakazów, nie trzeba krzyku. Wystarczą sugestie, powtarzane raz po raz.
Z czasem, zupełnie niepostrzeżenie, zaczynasz rezygnować. Najpierw z pracy. Potem z kontaktów. Z przyjaciół, znajomych. Może nawet z rodziny. I choć nikt Ci tego nie zabronił wprost – przestajesz wychodzić, przestajesz mówić, przestajesz się dzielić.

Bywa, że słyszysz wtedy zdania, które miały zaboleć, a udają smutek:
„Twoja rodzina jest dla Ciebie ważniejsza… ja się nie liczę?”
„Zawsze tylko oni. Nigdy ja.”

To nie pytania. To ciche oskarżenia. Bo gdy ktoś próbuje mieć wpływ na każdy aspekt Twojego życia, obecność innych zaczyna być przeszkodą. W takiej dynamice nie chodzi o opiekę. Chodzi o kontrolę. Niepostrzeżenie wszystko zaczyna kręcić się wokół jednej osoby. Jej emocji. Jej potrzeb. Jej humoru. A Ty… czujesz się, jakbyś był/a pod stałą obserwacją.

Bywa, że relacja przypomina układ nagród i kar. Dostajesz coś wtedy, gdy „zasłużysz”. A kiedy nie spełniasz oczekiwań – pojawia się chłód, obojętność, milczenie, czasem jawne upokorzenie.

I choć nie padają zakazy, czujesz, że nie wolno Ci zrobić kroku w bok. Smycz, na której jesteś trzymana, może mieć miękką tasiemkę i błyszczący klips – ale to wciąż smycz. I bywa, że z czasem nie tylko nie jest poluzowywana… lecz skracana. Powoli. Skutecznie. Bez ostrzeżenia.

Utrata niezależności nigdy nie następuje gwałtownie. To raczej ciche wymazywanie – Twojej autonomii, Twoich wyborów, Twoich relacji. Aż zostaje tylko „my” – które tak naprawdę oznacza: „ja, i moje prawo do Ciebie”.

Ale w Tobie wciąż jest to, co Twoje. Choćbyś długo była odcinana od siebie – to nie znika. Potrzeba swobody. Bliskości z ludźmi, których wybierasz. Poczucia wpływu na własne życie. I warto sobie to przypomnieć. Nawet jeśli tylko szeptem. Nawet jeśli jeszcze w ukryciu.
Bo Twoja obecność w świecie nie musi być zależna od czyjejś zgody.

  • SZKALOWANIE

Bywa, że zanim zdążysz cokolwiek powiedzieć – ktoś już mówi za Ciebie. Zanim otworzysz usta, żeby się obronić – opowieść o Tobie krąży po kątach, zniekształcona, doprawiona, wyolbrzymiona. I choć nie jesteś jej autorem – to właśnie Ty ponosisz jej konsekwencje.

Oczernianie to jedna z najboleśniejszych form przemocy. Nie zostawia siniaków. Zostawia pustkę – tam, gdzie kiedyś była relacja, zaufanie, poczucie przynależności.

Bywa, że osoby, które stosują manipulację, doskonale wiedzą, jak zarządzać narracją. Tworzą historię, zanim zdążysz nazwać swoją. Mówią o Tobie z takim przekonaniem, że inni zaczynają im wierzyć. A Ty – zaczynasz wątpić. Bo kiedy cały świat słyszy jedną wersję, trudno trzymać się swojej prawdy.

Czasem te opowieści są niedorzeczne. Absurdalne. Ale wypowiedziane wystarczająco pewnym tonem – zaczynają żyć własnym życiem.

I jeśli tylko spróbujesz się skonfrontować, możesz usłyszeć:
„No właśnie, tak się tłumaczą ci, którzy mają coś na sumieniu.”
„On/a zawsze miał/a problemy ze sobą.”
„Zobacz, jak reaguje – coś musi być na rzeczy.”

To nie są zwykłe plotki. To metoda. Sposób, by odwrócić uwagę. Zamiast patrzeć na realne zachowania osoby, która rani – wszyscy skupiają się na Tobie. To Ty stajesz się „dziwny/a”, „niestabilny/a”, „zazdrosny/a”, „niewdzięczny/a”. Tylko dlatego, że próbujesz mówić o tym, co boli.

W tym chaosie warto pamiętać jedno: Twoja prawda nie potrzebuje krzyku, żeby być prawdziwa. A osoba, która mówi najgłośniej – nie zawsze mówi najuczciwiej.

Cisza nie oznacza winy. A próba ochrony siebie – to nie słabość. To siła, która rośnie powoli. Cicho. Wbrew wszystkim wersjom, które ktoś próbuje napisać za Ciebie.

  • OBWNIANIE EX

Bywa, że już na początku relacji padają słowa:
„Żadna kobieta mnie nie rozumiała”, „Żaden facet nie potrafił mnie zatrzymać”.
Albo: „Był/a wariatką/wariatem – wszystko psuł/a, ale Ty jesteś inny/a. Ty jesteś spokojem, jakiego szukałem/am.”

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak uznanie. Jakbyś był/a kimś wyjątkowym. Kimś, kto wniesie ukojenie po czyimś burzliwym życiu. Ale im dalej – tym więcej tej przeszłości. I coraz mniej delikatności w tym, jak jest opowiadana.

Zaczynasz słyszeć:
„Była histeryczką. Niszczyła wszystko, czego dotknęła.”
Albo:
„On był świrem, miał coś z głową, manipulował mną całe miesiące.”

Bywa, że taka opowieść wciąga. Bo przecież każdy ma prawo do trudnych doświadczeń. Do bólu po relacji. Do zranień. Ale z czasem zauważasz, że to nie jest tylko historia o przeszłości. To sposób opowiadania świata. W którym tylko jedna osoba jest „tą skrzywdzoną”. A wszystkie poprzednie – to wariaci i wariatki. Nie da się z nimi żyć. Ale zawsze byli potrzebni jako tło.

I zanim się zorientujesz – Ty też zaczynasz być wciągany/a w ten scenariusz. Jeszcze jesteście razem, ale już czujesz, że jesteś oceniany/a tą samą miarą. Zaczynają się porównania. Aluzje. Zaczynasz słyszeć, że „ona przynajmniej nie robiła takich scen” albo „on może i był wariat, ale chociaż umiał okazać wdzięczność”.

I wtedy zaczynasz się starać. Tłumaczyć. Zapobiegać. Robisz wszystko, by nie skończyć jak „tamten” lub „tamta”. Ale prawda jest taka, że historia już została napisana. Jeszcze jesteś w środku związku – ale już ustawiony/a w kolejce do bycia tą „byłą wariatką” albo „byłym świrem”.

I właśnie dlatego tak ważne jest, by to rozpoznać. Bo kiedy próbujesz zasłużyć na to, by nie być kolejnym „wariatem” – przestajesz być sobą. A od tego już tylko krok do utraty siebie.

Masz prawo zatrzymać się wcześniej. Masz prawo powiedzieć: Nie chcę być kolejną wersją Twojej historii o bólu. Masz prawo być człowiekiem – nie postacią z cudzego scenariusza.

  • TESTOWANIE GRANIC

Czy zdarzyło Ci się poczuć, że Twoja granica jest tylko cieniutką kreską, którą ktoś z łatwością rozmazuje? Bywa, że nadawca przemocy traktuje każdy znak stop jak zaproszenie do kolejnego kroku. Im dłużej brak konsekwencji, tym odważniejsze eksperymenty.

Najpierw pada słowo – drobna zniewaga, kąśliwy żart, który ma „rozładować atmosferę”. Potem przychodzi muśnięcie ramienia, niby przypadkowe szturchnięcie. Ciało uczy się, że kontakt może boleć, a oprawa jest wciąż ta sama: „Przesadzasz”, „To tylko żart”.
Kolejny etap? Ręka przyzwyczaja się do ciężaru, a Twoje ciało staje się workiem treningowym dostępnym 24 h na dobę.

Paradoksalnie każdy cios lub policzek bywa przeplatany przeprosinami i kwiatami – jakby bukiet potrafił wymazać ból skóry i wstydu. Ale to nie są dwa różne gesty – to jedna taktyka. Najpierw przesunięcie granicy, potem gest „zatarcia śladów”, byś zwątpił/a w swoje prawo do sprzeciwu.

Jeśli zauważysz ten cykl, zatrzymaj się. Pamiętaj: Twoje granice nie są sugestią. Są prawem. A prawo nie podlega negocjacji.

  • TRIANGULACJA

Bywa, że zamiast rozmowy we dwoje – pojawia się trzeci głos. Nie przypadkowy. Wybrany starannie. Wciągnięty do konfliktu nie po to, by go załagodzić, ale żeby stworzyć przewagę.

Triangulacja to mechanizm, w którym relacja przestaje być równa. Pojawia się ktoś „z zewnątrz”, kto – po odpowiednim przygotowaniu – staje się sprzymierzeńcem jednej ze stron. Nieświadomie lub całkiem celowo zaczyna potwierdzać wersję wydarzeń, która ma Cię zdyskredytować, ośmieszyć albo… uciszyć.

Zanim się zorientujesz, już nie jesteś partnerem w rozmowie. Jesteś stroną obecną po to, by się bronić.Bo przecież nie tylko on/ona tak uważa. Przecież „Maria zgadza się z Elżbietą”. Przecież „wszyscy” mówią to samo.

Właśnie o to chodzi: byś zaczął/zaczęła wątpić. W swoją pamięć. W swoją logikę. W swoje uczucia.

Jeśli czujesz, że rozmowa nie dotyczy już faktów, ale siły przekonywania – zatrzymaj się. Masz prawo rozmawiać, nie walczyć. Masz prawo nie być wystawiony/a na osąd. I masz prawo ufać sobie – nawet wtedy, gdy cały pokój zdaje się mówić coś innego.

Twój głos nie staje się mniej prawdziwy tylko dlatego, że jest jeden.

  • GASLIGHTING

Bywa, że coś widzisz. Coś czujesz. Coś słyszysz. Ale kiedy próbujesz to nazwać, słyszysz w odpowiedzi:
„To nie miało miejsca.”
„Znowu sobie coś ubzdurałaś.”
„Przesadzasz.”
„Masz problem z pamięcią.”

Gaslighting to nie jedno zdanie rzucone w złości. To systematyczne podważanie Twojej rzeczywistości. Tak długo, aż zaczynasz się gubić.

Na początku czujesz lekki dyskomfort. Niepewność. Potem pojawia się wstyd – bo przecież może rzeczywiście coś pomyliłeś/aś? A z czasem… przestajesz ufać sobie. Pytasz: Czy ja naprawdę to powiedziałem/am? Może przesadzam. Może jestem zbyt emocjonalny/a. Może mam problem, którego nie widzę…?

Właśnie na tym polega gaslighting. To nie jest krzyk. To szept. Nie opór, a przekonywanie. Nie brutalna przemoc, tylko powolne rozmywanie granicy między tym, co czujesz – a tym, co wolno Ci czuć.

Bywa, że manipulacja przybiera formę troski:
„Martwię się o Ciebie. Od jakiegoś czasu jesteś rozkojarzony/a.”
Albo:
„Widzisz, właśnie dlatego inni też z Tobą nie wytrzymują.”

Wiedz jedno: gaslighting da się rozpoznać. Najpierw w ciele: napięcie, niepokój, poczucie chaosu. Potem w słowach: gdy coraz częściej zaczynasz mówić:
„Nie wiem, może przesadzam…”

Jeśli tak masz – zatrzymaj się. Zaufaj tej części w Tobie, która czuje, że coś jest nie tak. Ona nie jest słabością. Jest pierwszą iskrą, która może rozświetlić zamgloną rzeczywistość. Nie po to, by kogoś oskarżać. Ale po to, by siebie odzyskać.

To tylko kilka mechanizmów, które mogą się pojawiać w relacjach pełnych przemocy emocjonalnej. Bywa, że występują razem – jeden nakłada się na drugi, przenika, uzupełnia. I właśnie dlatego tak trudno je zauważyć, gdy jesteś w środku.

Uważność na to, co subtelne – to akt troski. Zaufaj sobie, kiedy coś w Tobie się napina. Kiedy nie umiesz tego nazwać, ale czujesz, że „coś jest nie tak”.

W „Obliczach toksyczności” zebrałam te wszystkie zjawiska i wiele innych – nie po to, by Cię przytłoczyć. Ale byś mogła/mógł nazwać to, co dotąd pozostawało w cieniu. I krok po kroku – odzyskiwać siebie. Bo bezpieczeństwo zaczyna się od widzenia. Od słów, które rozjaśniają. Od decyzji, które nie muszą być wielkie, ale są Twoje.

Kończąc dzisiejszy artykuł odniosę się krótko do jego tytułu. Otóż… Na co dzień staram się mówić o zachowaniach, nie o etykietach. Wierzę, że to czyny są problemem – nie człowiek jako całość. Dlatego zwykle unikam określeń takich jak „toksyczny człowiek” czy „ofiara”. Ale… przymiotniki są nam potrzebne. Zwłaszcza wtedy, gdy coś w środku boli. Gdy trudno znaleźć inne słowa, bo emocje są zbyt intensywne, a granice – naruszone. Nie dziwię się więc, że pod wpływem cierpienia te słowa czasem padają. I nie oceniam ich. Bo rozumiem, że często są pierwszym krzykiem zranienia – próbą nazwania czegoś, co przez długi czas pozostawało bezimienne.

Bywa też, że używam ich w tekstach, by być bliżej tych, którzy dopiero zaczynają widzieć, co się dzieje.
Jeśli dzięki nim coś w Tobie drgnie – jeśli rozpoznasz własną historię – to znaczy, że język zadziałał.


Jeśli któryś z tych mechanizmów poruszył Cię – podziel się tym w komentarzu. Czy coś było Ci znajome? Czy widzisz teraz coś, czego wcześniej nie umiałaś/nie umiałeś nazwać?

Twoje doświadczenie może pomóc komuś innemu. Zacznijmy rozmowę. Tu – w przestrzeni, w której nikt nie musi już milczeć.


Bibliografia: 20 Diversion Tactics Highly Manipulative Narcissists, Sociopaths And Psychopaths Use To Silence You; „Toksyczni mężczyźni” – Lillian Glass;

Dziękuję za wspólną chwilęOdkryj kolejne tematy

POROZMAWIAJMY

Twoja perspektywa ma znaczenie

  1. Witam.Zrozumialam po 3 latach,ze zyje z osoba toksyczna,zachowania narcystyczne,nawet by rzekla psychopatyczne zauwazylam raz co prawda,ale teraz wiem,ze to czlowiek nie godny mojej osoby.Ja jestem „panna”a to „skorpion’ zwalczam,ucze,tlumacze dyplomatycznie,ale wystarczy,ze nadepne na odcisk,to juz prawie awantura gotowa,bo prawda boli i to bardzo.Wszystkich wyzywa,wszyscy maja jak nie fiola,to odchylenia,dopiero co ocenil kogos po 5 min,rozmowy,ze to czlowiek inteligentny,po czym jak tamten nie odebral tel,to byl juz idiota lub gorszym,pozatym jest wielkim bluznierca(ponoc Ci sa bardzo inteligentni).To jest naprawde chore,jak toksyczny potrafi sie zachowywac,agresja narasta,gotowy nawet uderzyc,a w moim przypadku zawdziecza dobrobyt dzieki mnie i to wielki,nie potrafie tego zrozumiec,ze wpakowalam sie w takie bagno!!!Malo tego,on sie boi, zebym go nie zostawila,martwi sie tylko o siebie,zeby jemu tylko bylo dobrze,a nie widzi,ze kogos krzywdzi…no niewiem,moze nie wie,ze zle robi??? czasami wyciaga wnioski z moich uwag,bo ja tez nie naleze do ustepliwych,walcze,bo mam ASY w reku i moze tez daje czasami popalic,ale ja mam powody.Agresja rodzi agresje,nerwy zlym doradca,ale nie pozwalam sobie wejsc na glowe,a Pan czasami ulega,jest grzeczny,mily,tylko czy to jest prawdziwe? nie ufam i nie wierze,bo mam swoje lata,ale jezeli ktos zawdziecza mnie tak bardzo duzo,to niech doceni! niby docenia,bo wspomina,ale tez zapomina,mysli,ze tak ma byc,albo sila przyzwyczajenia do luksusu po prostu.Czlowiek ten jest po wielkich przejsciach,3 x zonaty,wiec czego mozna oczekiwac?ze sie zmieni?kloro ma juz swoje ugruntowane zasady,schorowany,no wiadomo nikt idealny nie jest,kazdy ma bagaz doswiadczen,ale jesli nie ma korzystnych fluidow,to chyba nie warto sie meczyc i brnac dalej.Dodam jeszcze,ze mamy wspolny dom i chcemy sprzedac i do momentu sprzedania trzeba zyc,ale coraz czesciej sie klocimy,bo sytuacja napieta.Prosze o rade co robic?

    1. Henrietta, dużo w Twoich słowach samozrozumienia. Nie każdy tak potrafi, a Ty to robisz. Poznajesz siebie i swoje pragnienia. Brawo! Trzymaj się swoich mocnych stron i nigdy nie pozwalaj, aby ktoś przekroczył Twoje granice (oczywiście z całym poszanowaniem do cudzych granic). Pozdrawiam, Agnieszka

  2. Widzę w tym tekście trochę siebie i przestraszyłam się, bo kilka miesięcy temu rozstałam się z jak mi się wydawało toksyczną osobą, ale teraz zaczęłam mieć wątpliwości co do tego, kto tu był toksyczny 🙁 a może stałam się taka za sprawą tej osoby? On był człowiekiem, który z nikim się nie liczył, nawet opowiadając o swojej Matce kilka razy powiedział „nie lubię kobiety”. Miał ogromne problemy z hazardem, koniec naszego związku wyglądał tak, że co prawda już nie grał, ale miałam wrażenie, że stosuje swego rodzaju przemoc psychiczną wobec mnie, chcąc w ten sposób odreagować brak adrenaliny związanej z nałogiem. Koniec końców, związek (tak myślę, że to ten związek, bo trwało to cztery lata i nie pamiętam już, jak było przedtem) ten sprawił, że zaczęłam bardzo wątpić sama w siebie, pod koniec już nawet nie wiedziałam, czy to on ma rację wciskając w moje usta słowa, które sam wcześniej powiedział, czy to ze mną jest coś nie tak… Już sama nie wiem, dużo by o tym pisać…

    1. Laewe! Nie każdy potrafi zajrzeć do swojego wnętrza, a Ty to robisz. Barwo!!! Zachęcam do dalszego czytania i komentowania. Agnieszka

  3. Ja właśnie skończyłam związek z takim typem (właściwie to on skończył ze mną, bo juz nie było co zbierać ) … i widzę, że przejęłam wiele z tych zachowań 🙁 po rozstaniu wmówił mi, ze jestem egoistką i jestem podła- obgaduję, marudzę, jestem depresyjna i nic mnie nie cieszy… faktycznie tak się zachowywałam, więc uwierzyłam, ze jestem taka i się załamałam… ale po złapaniu oddechu zaczęłam sie zastanawiać, jak, kiedy ja się taka stałam :/ przecież przed nim byłam zupełnie inna… to on był depresyjny i wredny a ja radosna i przyjacielska, a teraz on jest radosny i taki dobry dla innych, a ja wredna i depresyjną… mam wrażenie jakby wyssał ze mnie to wszystko kim byłam, zostawił wrak i poszedł dalej korzystając z tego co mi zabrał 🙁 i teraz jeszcze czeka mnie baardzo dużo pracy by odzyskać siebie 🙂

    1. Jestem pod mega wrażeniem Twojej samoświadomości, barwo! To pierwszy kroczek do tego, aby siebie odzyskać. Wiesz do czego dążysz! Super! Pamiętaj, że każdy nawet najmniejszy kroczek prowadzi do zmiany. Rób je powoli, czas jest Twoim sprzymierzeńcem. Pozdrawiam, Agnieszka

  4. Jakie to prawdziwe ile w tym mojego życia. To ja zostałem zmuszony do leczenia psychiatrycznego, to ja nigdy nie mam racji… To mnie straszy odejściem. Albo szantażuje, że pójdzie do psychologa rodzinnego, pod warunkiem, że zacznę się leczyć psychiatrycznie.
    Dwie próby (raz ja, raz żona wybierała terapeutę) kończyły się na wizycie, kiedy terapeuta zaczął dawać rady żonie, że to Ona powinna się zmienić. „Ten facet, to debil i męski szowinista”, a w przypadku wyboru żony: „Co za idiotka”. Generalizowanie negatywów, choćbym zrobił 100 raz coś dobrze, jeśli raz czegoś nie zrobię, albo zrobię źle i po tym zrobił ponownie 100 razy dobrze, to i tak standardem jest to, że usłyszę przypomnienie tylko o tym złym!
    Żona obrzuca mnie wyzwiskami, nazywa meliniarzem, mój dom to melina itp. Obraża mnie (także w obecności syna) nazywając debilem, psycholem, kretynem, idiotą. A nade często nazywa mnie leniuchem. Krytykuje, grozi, krzyczy, przeklina, jest sarkastyczna, poniża, wyolbrzymia niedoskonałości i naśmiewa się ze mnie w obecności syna.
    Próby rozmów, kończą się tym że jest to monolog żony. Zarzuty, których jest tyle, że jak skończy nie pamiętam co chcialem odpowiedzieć na początku. A próba przerwania kończy się kłótnią, obrażniem mnie itd.

    1. Bbt – najważniejsze to zobaczenie pewnych spraw w boku. Wzbicie się na wyższy poziom samoświadomości, do której doprowadzi nas asertywność, pewność siebie i zrozumienie. Warto zadbać o siebie dla siebie. Warto poznać siebie podczas terapii i dosięgnąć nowego spojrzenia na swoje życie. Siła życia jest w każdym z nas. Pozdrawiam, Agnieszka

  5. Boszz… Kobieto.. Ktoś Pani spację ukradł w komputerze? Bardzo dobry artykuł, mądry i rzeczowy. Ale przez to, że brakuje prawie co drugiej spacji, przez to nagminne łączenie wyrazów prawie nie da się tego czytać. Rozumiem, że można dwa – trzy razy się pomylić. Nigdy nie czepiam się literówek. Ale tu, w jednym artykule, tego jest więcej, niż widziałem przez ostatni rok, albo dwa.

    1. Co takiego się dzieje? U mnie wszystko wyświetla się poprawnie i jest to taka pierwsza informacja o spacjach. Proszę o screena, muszę sprawdzić, czy to na pewno wina leży po mojej stronie. Coś dziwnego :/ Pozdrawiam, Agnieszka

  6. Ten tekst jest tak niedokładny ze nie można go nawet nazwać felietonem. Osoba toksyczna jest tu opisana jako jakiś golum który świadomie żywi się ludzkim cierpieniem i niekiedy to prawda ze są ludzie którzy cieszą się z nieszczęścia innych bo sami cierpią ale bardzo często toksyczni ludzie mogą sobie nie zadawać sprawy z własnej toksyczności i wcale nie czerpią frajdy z upokarzania drugiej osoby bo robią to nieświadomie. Osoby nie znające tematu wyciagna z tego tekstu to co im się podoba a potem będą krzyczały na prawo i lewo o toksyczności i „toksycznych gnojach” w ich życiu przez co sami staną się co najmniej groteskowi i wystawia się na pośmiewisko. Proponuje trochę poważniej podchodzić do tekstów tego typu ponieważ ludzie naprawdę są bardzo różni a chyba teksty popularnonaukowe to nie coś co może być pozostawione do luźnej interpretacji tylko coś co ma jeden wspólny sens dla każdego czytelnika

    1. Proszę o używanie wszelkich znaków interpunkcyjnych, gdyż nie jestem w stanie przeczytać owego bełkotu. Odrobinę wstyd. Pozdrawiam serdecznie.

  7. Dobrze napisane, zwłaszcza o włączeniu trzeciej osoby w konflikt. Nie wiedziałam że takie postępowanie ma konkretną nazwę. Doświadczyłam tego na własnej skórze… Często manipulant bada grunt, gdzie i z kim można zawrzeć sojusz. Opowiada się bajki tam gdzie ktoś wszystko ,,łyknie,, np. mąż siostrze, matce lub koledze od kiliszka. Jak to bratu nie uwierzyć? Synowi? Przecierz nam nie gadałby bzdur! To ona jest ta zła! A ta zła to ofiara nagonki. Nie ma rodziny, znajomych i innych zwolenników. Jest sama. Jeśli jest w średnim wieku to można dopisać chorobę psychiczną z racji przekwitania.

    1. Najważniejsze to nie odcinać się od znajomych i przyjaciół. Trzeba mieć osobę, która nas wesprze, a jeśli takiej brak to zawsze można skorzystać z terapii. Poznanie siebie oraz wypracowanie nowych metod mentalnej samoobrony jest podstawą szczęścia. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za komentarz. Agnieszka

  8. Kiedy myślę, że kij ma dwa końce, a prawda jest tylko jedna, to mam mieszane uczucia, bo najtrudniej udowodnić jest właśnie prawdę i wtedy zbieramy baty z każdego końca kija.
    Córka nazwała nas toksycznymi rodzicami, czego nie możemy pojąć, bo staraliśmy się, jak mało kto. A więc dobre szkoły, lekarze na wizyty domowe, żeby dziecka nie ciągać po zainfekowanych przychodniach, aparaty na ząbki, żeby były proste, ubranka i buciki, troska o edukację, bo jak się córka z czerwonym paskiem nie dostała do prestiżowego liceum, to uruchomiłem swoje znajomości i przeniosłem ją do jej upragnionej szkoły. Dostała się na filologię polską, ale uznała po roku, że towarzystwo nudne i „wsiowe”, to rozmiłowaliśmy ją w dążeniu do pójścia na architekturę, bo miała zdolności i pięknie rysowała. Nie dostała się za pierwszym razem, ale żona wzięła kredyt i umieściliśmy ją renomowanej politechnice, opłacając z kredytu czesne. W międzyczasie korepetycje rysunku w Krakowie, dosyć kosztowne ( 300 km w obie strony) i po roku spróbowała egzaminu na tą samą uczelnie w trybie dziennym. Dostała się i odetchnęliśmy z ulgą…

    Została po 5 latach architektem i zadekowała się w małej, trzy osobowej pracowni architektonicznej. Zarabiała niewiele, bo mimo że miasto wojewódzkie, ale o prowincjonalnym zacięciu. jest piękną, inteligentną kobietą, ale ma kłopoty w sprawach damsko-męskich, bo chyba peszyła konkurentów zbyt dużym IQ. Miała dosyć pejoratywny stosunek do wsi i ludzi ze wsi, ale chyba w ostatniej łapance, „wyrwała” bardzo nieciekawego chłopaka ze wsi, który był przykładem doskonałego… NIC. Na nasze uwagi o wyjeździe do dużego miasta, żeby mogła realizować swoje talenty, ciągle się dąsała. Zerwała z chłopakiem ze wsi, ale wróciła do niego po roku i zamieszkali razem w wynajmowanym mieszkanku. Po roku ślub, na który ledwie nas zaprosiła, bo mąż ze wsi niezbyt nas polubił, a właściwie przepaść intelektualną, która nas dzieliła. Kiedy zaszła w ciążę i rodziła dziecko, chcieliśmy odwiedzić ją w szpitalu, bo po jej ślubie na ich własny koszt, bo nikt nas o nic nie prosił, a córka miała już 35 lat. Kiedy chcieliśmy ją odwiedzić w szpitalu i zapytaliśmy o to esemesem, to jej mąż odpisał nam, że jesteśmy szambo i zażądał od nas kategorycznie, żebyśmy zostawili ich w spokoju raz na zawsze. Wnuczka nie znamy, bo nigdy go nie widzieliśmy, a ma już prawie dwa lata. Srednia córka, która skończyła pedagogikę, wyszła za mąż za byłego narkomana i alkoholika i trudno było nam się dogadać, bo jej mąż był często bez pracy i wiodło im się nieszczególnie dobrze. Dodam, że spory kawałek życia pracowałem w Niemczech, bo zależało mi na rodzinie, wykształceniu dzieci i rodzinie. A po naszym ślubie były kartki żywnościowe, kredyty się zwracało, bo nic nie można było kupić, więc zacząłem jeździć do Niemiec, żeby rodzina miała lepiej, niż to, co oferowali nam komuniści. Pierwszą wnuczkę średniej córki znaliśmy 4 lata, a potem zakazali nam odwiedzin po tym, jak żona nie dotarła do wnuczki na Dzień Babci, bo była zima i warunki na drodze ocierały się o horror. No i się zaczęło… Pomagaliśmy im, jak mogliśmy. Zawsze, kiedy odwiedzali nas mieli zwracane koszty podróży samochodem. Córka wyszła z domu, gdzie była rozpieszczana wszystkim i kiedy po ślubie cywilnym (była w 8 miesiącu) wpadła w przysłowiową bryndzę, wypominała żonie ubrania, bo sama kupowała w dyscontach po 4 zł ciuchy. A przecież pomagaliśmy im, jak mogliśmy i zakochaliśmy się w naszej pierwszej wnuczce. Niestety, nie mogłem ich utrzymywać włącznie z zaopatrzeniem lodówki i oponami sezonowymi, tylko dlatego, że wzięła sobie męża nieudacznika i lenia. Mam zasady, bo sam ciężko całe życie pracuję. Kontakty się rozluźniły, zostaliśmy egoistycznymi tyłkami i aferzystami. Ostrzegałem ją przed jej kandydatem na męża, ale to nic nie dało. Drugiej wnuczki już nie widzieliśmy nigdy, a ma też prawie dwa lata. zakazali nam odwiedzin i kontaktów. Trzecia córka, panienka, trzyma z nami, ale chyba tylko dlatego, że pomagamy jej w utrzymaniu się w innym mieście, mimo, że studiuje i pracuje, a studia opłacamy za swoje pieniądze, co idzie nam niewdzięcznie, zważywszy, że najmłodsza robi już licencjat 5 rok, a kasę, jaką władowaliśmy w jej naukę i utrzymanie przemilczę, bo dosyć demoralizująca kwota, zważywszy, że córka nieźle zarabia w korporacji. Czy jesteśmy toksycznymi rodzicami? Nam się nie wydaje, bo całe nasze życie obraca się wokół dzieci. Krążymy dookoła nich, jak satelita, najczęściej z portfelem i mega cierpliwością do wszystkiego, co sobie w życiu wymościły. Powoli tracimy nadzieję na kontakty z naszymi dwoma córkami, a kiedy trzecią przestaniemy wspierać, to już chyba zostaniemy sami. Mam cichą nadzieję, że nasze trzy córki też staną się kiedyś toksycznymi rodzicami, podobnie, jak my, bo chcąc wychować porządnie dzieci trzeba im się czasami przeciwstawić. Karma do nich wróci. Oby kiedyś dostały od swoich dzieci to, co na zafundowały, za całe życie troski, starania i nieustannego działania dla ich najpiękniejszego dzieciństwa. Nasz dom był kiedyś pełen śmiechu i serca. Mam wrażenie, że zbyt dużo serca, bo zakumplowanie się z własnymi dziećmi może obrócić się przeciwko rodzicom. Nie mają do nas szacunku, do naszych ciężko zarobionych pieniędzy, których nigdy nie szczędziliśmy do realizowania dla nich, jak najlepszego i dostatniego życia. Wyszły kiepsko za mąż, mimo że są piękne, uzdolnione i inteligentne. Ja nie jestem w stanie utrzymywać rodzin moich córek i swojej własnej, tym bardziej, że dopiero teraz kończę budowę domu, który mozolnie budowałem 20 lat. Domu niegdyś szczęśliwego, przepełnionego miłością, który teraz posmutniał. Moja żona walczy z ciężką depresją, a ja jestem bezrady, bo dzieci nas ciężko obraziły i zerwały z nami kontakty. Zona się obwinia, straciła poczucie wartości. jest po dwóch udarach i nie może wyjść z tego stanu. Czy jesteśmy toksycznymi rodzicami? Nie zasługujemy na szacunek, jako rodzice i na tzw. lojalność rodzinną? A może to dzieci są toksyczne w swoim lenistwie, wymaganiach i konsumenckim podejściu do życia? Każdy ma swój świat, który można opowiedzieć tylko swoimi słowami, a inni mogą nigdy do tego świata nie dotrzeć, bo każdy świat jest inny i przez inne pryzmaty życia postrzegany.

    1. Pewne rzeczy zrozumie się dopiero po wielu latach… Jednak tak jak sam Pan napisał:”Każdy ma swój świat, który można opowiedzieć tylko swoimi słowami, a inni mogą nigdy do tego świata nie dotrzeć, bo każdy świat jest inny i przez inne pryzmaty życia postrzegany.” Niekoniecznie każdy te słowa zrozumie, ale my sami możemy się nimi kierować i tym samym uszanować wybory innych osób. Pozdrawiam, Agnieszka

  9. Moim zdaniem to zła droga. Psychopata, narcyz (albo narcysta), itd. jest osobą o zaburzonej psychice, prawdopodobnie cierpiącą na poziomie podobnym do swej ofiary lub ofiar. Nie powinniśmy wartościować tylko diagnozować zaburzenia i starać się pomóc. Gdzieś tam pod tą osobowością jest dusza i o nią jest walka.

    1. Jak najbardziej się z Panem zgadzam. Warto pomagać, jeśli oczywiście ktoś takiej pomocy potrzebuje i o nią prosi. Jednak na siłę nikogo nie zmienimy. Mamy jednak prawo zmienić swoją postawę i zawalczyć o siebie. Warto być przykładem. Pozdrawiam, Agnieszka

  10. Moj maz posiada wszystkie opisywane cechy. Jestem z nim od 10 lat. Tak narawde dopiero po 8 latach uswiadomilam sobie jego manipulacje na rozmowach z pania psycholog. Wieczne ponizanie wsrod znajomych, obracanie kazdej sytuacji w taki sposob azebym to ja czula sie winna przepraszala. Robil to ze mna tyle lat. Po rozstaniu trwajacym 2 miesiace wrocilam do niego. Sama siebie nierozumiem tak naprawde tak mnie nastraszyl ze nie poeadze sobie finansowo bez niego ze jak nie wroce to bedzie walczyl o wieksze prawa do dziecka bo on ma warunki tak drazyl przeimaginowal mnie ze wrocilam. Argumentuje sobie,że ze wzgledu na dobra przyszlosc dziecka ale z drugiej strony patrze c targał mna strach o to jak sobie poradze. Dzis po kolejnych 2 latach jestem tak zmeczona psychicznie mam swiadomosc tego jak mna pogrywa ale boje sie czuje sie przez niego oblezona zastraszona. Na wiesc ze planuje odejsc slysze od niego ,,to spier…. juz tu powrotu nie bd miala jeszcze pozalujesz sama z dziecmi zostaniesz nic ci nue dam cyrki odstawiasz ciagle”. Jestem w koncowce ciazy ktora zamiast byc dla mnie okresem szczescia jest dramatem. Ograniczyl mnje relacje ze znajomymi rodzina do domu wraca o 22. Nie wiem juz co robic jak sie zachowac byc moze sa sposoby azeby on nie czul satysfakcji w krzywd mi wyrzadzanych z tego tlamszenia mnie i sprawiania ze czuje sie nikim. Kiedys bylam ambitna skonczylam magisterke pisalam prace badawcza oparta na wlasnych badaniach mikrobiologicznych studiowalam i pracowalam zycie bylo inne. Teraz siedze w domu z dzieckiem nie pracuje wrocilam na chwilw do pracy to non stop mi wmawial ze malo pieniedzy zarabiam ze na to samo jakbym w domu siedziala.

    1. Droga Asiu – jesteś silną kobietą, a Twoja moc drzemie w Twoim wnętrzu. Warto zastanowić się nad tym, jaki pierwszy krok (ten najmniejszy) choć ciutek mógłby poprawić Twoją sytuację. Co musisz zrobić, aby siebie podbudować. A co najważniejsze nigdy nie zapominaj, że Twoje życie jest ważne i nikt nie ma prawa Cię traktować w ten sposób. Masz prawo do bycia sobą i zatroszczenia się o siebie na swój sposób. Pozdrawiam, Agnieszka

    1. Wacku wszystko zależy od tego, co się dzieje i co chciałby Pan, aby się zmieniło. Czasem potrzeba dłużej rozmowy, aby zrozumieć i zbudować nowy sposób postępowania. Pozdrawiam, Agnieszka
      – OFERTA –

  11. Wszystko co przeczytałam to moje życie, życie które trwało 28 lat. Psycholog powiedział mi, że w swoim doświadczeniu nie spotkał się z tak dlugim stażem małżeństwa biorąc pod uwagę co się w nim wydarzało. Uciekłam na 8 m-cy i dopiero z boku na chłodno oceniłam sytuację, doznałam szoku ale i zrozumienia. Bagaż doświadczeń mam na kilka tomów. Obecnie wróciłam do związku jak życzył sobie MÓJ PAN ale wróciłam do innej rzeczywistości. Wróciłam żeby zrobić w tym życiu porządek bez spędzenia w sądzie kolejnych lat, obserwuję rzeczywistość i postępuję stanowczo i konsekwętnie i nie wierzę w to co widzę, jestem silna i spokojna. Chciałabym wszystko tu napisać ale nie wiem od czego zacząć tego było za dużo, jednak uniosłam. Wiem jedno osoby toksyczne doskonale wiedzą, że robią żle dlatego knują, spiskują i opowiadają herezje żeby to zagłuszyć, zamotać. Oni NIE POSIADAJĄ SUMIENIA czyli współodczuwania oni nie mają pojęcia co nami targa bo nie mają empatii to osobowości patologiczne. Znalazłam sposób, którym to zamykam moją przeszłość będąc jeszcze obok niej to jest proces, ważne żeby zakończyć relacje ale nie pozostać wrakiem tylko radosnym człowiekiem. Teraz wiem że to możliwe i to robią. Powiem Wam o jakiegoś czasu kocham znów ludzi i życie a chciałam się zabić i to nie raz MOŻNA .

    1. Jest Pani silną kobietą – przykładem na to, że można o siebie zawalczyć. Zachęcam do opisania tutaj swojej historii, ponieważ może ona dać siłę i wskazówki dla innych osób, które teraz doświadczają czegoś podobnego i szukają dla siebie ratunku. Myślę, że to świetny pomysł. Pani słowa o tym, że MOŻNA są dowodem wielkiej determinacji – warto o tym też wspomnieć. Dziękuję i pozdrawiam, Agnieszka

  12. Bardzo ciekawy i niestety do bólu prawdziwy artykuł. Przedstwione w nim metody działania toksycznej osoby idealnie pasują do mojej teściowej. Ciągłe fale pomówień, oszczerstw (dotyczących mnie i mojej rodziny), wytykanie, wyśmiewane najdrobniejszych błędów i odnajdywanie we mnie wszystkiego co „najgorsze”, nastawianie przeciwko mnie własnej żony i teścia to tylko niektóre z metod jej działania. Nieustanna, podejmowana najchętniej w obecności osób trzecich krytyka wszelkich moich poglądów i poczynan sprawiała, że przez pewien czas zadawałem sobie pytania odnośnie prawidłowości mojego postrzegania ludzi i świata. Całości dopełniaja ośmieszanie mnie i wszczynanie bazsensownych awantur (kubek pozostawiony na stole, wyjęcie niewłaściwego talerza z szafki), często w obecności dziecka – jej wnuczki. Tacy ludzie nie powinni mieć rodzin.

    1. Proszę pamiętać o sobie. To, że ktoś myśli o nas źle nie może sprawić, że sami w ten sposób będziemy siebie postrzegać. Innymi słowy, opinia innych osób nie może stać się naszą rzeczywistością. Pozdrawiam, Agnieszka

  13. Bardzo dziękuję za ten artykuł. Bardzo mi się przyda w obecnej sytuacji. Wystarczy znać te metody, i już można je rozpoznawać na bieżąco, dzięki czemu nie przyjmować tych zachowań do siebie! Mało tego, wykorzystam ich własną broń. Już wiem z autopsji, jak działa na nich głaskanie, łagodzenie, oraz jak działa konfrontacja. Teraz się dowiem, jak się będą zachowywać gdy zastosuję ich własną taktykę.

  14. Jestem właśnie świerzo po rozstaniu. Wczoraj moja była napisała mi że jestem uzależniający jak nałóg. Już od jakiegoś czasu śledzę różne materiały na temat toksyczności i dużo sobie przypisuje. Nie wiem czy nie wyolbżymiam problemu przez rozchwianie emocjonalne… Cały czas wydawało mi się że nie robię źle że staram się tak jak potrafię. Że wierzę w nią i ją chwalę. Doceniam… Myśl że mogę być toksyczny w taki sposób trochę mnie przeraża… Nie chcę być taki w szczególności do osoby którą kocham.

    1. Pewne kontakty, pewne przeczytane treści uczą nas innego spojrzenia na siebie. Jednak warto zastanowić się nad tym, co mogę zrobić, aby wieść inne życie? Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka

  15. witam,
    z przyjemnością przeczytałam artykuł. Mam podobną sytuację w pracy.Ja jestem tą osobą do bicia i szkalowania.Wzięło się od szefa i narzucania przez niego skomplikowanych zadań, pomimo nawarstwienia zadań.Potem po wywiązaniu się przeze mnie super z zadania- poniżanie mnie w obecności innych i lekceważeniu mojej pracy.Realizacji zadań nie mogę odmówić-jak on to mówi”ciśnie wtedy” na mnie – robią to też inni pracownicy.Co się okazało, dałam wypowiedzenie -i nie przyjęte zostało.Siedzę obok kilku kobiet, które zagłuszają mnie i sprawia im to dużą przyjemność i satysfakcję+multum zabawy przy tym mają. Rozmowy firmowe przeprowadzam wychodząc na zewnątrz.Nie zawsze sie da tak zrobić, bo dostęp do ofert i zamówień trzeba mieć i na bieżąco coś poprawić. Zaczęły się reklamacje i zwroty, bo nie dałam rady. Dalej szukam pracy, moim celem i marzeniem jest znalezienie nowej pracy.

    1. Na pewno tak się stanie. Ten kto szuka z czasem znajduje to do czego dąży. Najważniejsza jest Pani – proszę o sobie nigdy nie zapominać. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka

  16. Fajny artykuł.
    Mam koleżankę, po spotkaniu z którą mam doła. Zawsze lepsza, zawsze bardziej kasiasta, jej dzieci zdolniejsze, partner cudowny. Niby miła, słucha ze współczuciem… Nie pracuje, ma czas, pisze do mnie maile: „Co tam słychać Aneczko””Jestem w pobliżu, może wpadnę”. Nie mówię jej o sobie,a ona „Byłaś za granicą! O! Nic nie powiedziałaś!”. Na zewnątrz koleżanki buzi buzi, ale ja mam jej dosyć. Staram się być miła, bo jej mąż pomógł mojemu synowi w informatyce i być może jeszcze taka pomoc będzie potrzebna, ale mam jej dosyć. Nie dzwonię, nie odpisuję na maile, to wpada niespodziewanie z maleńkim prezencikiem. „To dla Ciebie kochana!”. Pracuje charytatywnie, bo „dla niej to ważne,wszyscy powinni pomagać innym”. Jest jak Matka Boska, a jej jej szczerze nie cierpię. Uwikłałam się. Jak się wewnętrznie odciąć?

    1. Dziękuję za słowa docenienia i dostrzegam dużą potrzebę zadbania o siebie. Jest to bardzo ważne. Jednak nie mogę dać jednej i najbardziej odpowiedniej rady, ponieważ taka nie istnieje. Warto zajrzeć w siebie i wypracować to, co jest pomocne. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka
      – OFERTA –

  17. W swojej karierze poznałem dużo takich osób, co ciekawe dodam od siebie takie osoby były nieaktywne do czasu. Czas ich aktywności się dopiero wtedy jak zacząłem coś robić publicznego, stałem się osobą publiczną w dużej mierze w małym mieście i nagle niektórzy dawni znajomi zamienili się w potwory jakie za plecami wymyślali, kłamali, oczerniali a w kontaktach do mnie byli tacy jak zawsze a działalność ośmieszania prowadzona jako oni jak i przybierając różne postacie w internecie. Niestety ten kto nic nie robi nawet się nie dowie być może ile judaszy ma w swoim otoczeniu a jacy tylko czekają na zapalnik.

    1. Jak to mówią – prawdziwego przyjaciela poznamy po tym, jak się zachowuje gdy upadamy i wrastamy. Czasem niektóre osoby nie są w stanie cieszyć się z naszych sukcesów. I tak w życiu bywa. Niestety. Serdecznie pozdrawiam Pana lub Panią 🙂 Agnieszka

  18. Dziekuje bardzo za ten artykul – super napisany teraz juz wiem ze niektore soby sa toksyczne , otworzyl mi oczy juz nie musze sie zastanawiac czemu tak sie ktos zachowuje . Co musze zrobic ? No wlasnie ……. uciac relacje . A ja sie czasem zastanawialam co jest ze mna nie tak – pozdrawiam serdecznie 🙂

  19. Doświadczyłam relacji z toksycznym partnerem. Do teraz nie potrafię zrozumieć jego zachowania w stosunku do mnie. Jestem wykształconą osobą, a czułam się nic nie wartą kobietą, beznadziejną we wszystkim co robię.
    Odeszłam, pomimo kredytu, dużego domu. Gdyby nie mała córeczka, pewnie zrobiłabym to dużo wcześniej. Teraz zaczynamy powoli życie od nowa.

  20. Idealny artykuł w pigułce.Niestety byłam w wieku z takim osobnikiem i mimo,że już nie jesteśmy razem to nadal mnie zadręcza-tylko z taka różnicą,że już umiem się bronić,A często nawet już mi się nie chce bo i tak Toxyk przecież wie wszytko najlepiej…
    Pamiętajcie toksyczna osoba nigdy się nie zmieni…

  21. Jestem teraz w takiej relacji…każdy punkt praktycznie sie zgadza..czuje sie wykończona. Nie wiem jak mam wyjść z tego…czy sie w ogóle da na spokojnie..jak rozmawiać.

  22. Witam, od ok 8 miesięcy czytam różne psychologiczne artykuły, najczęściej te o toksycznych ludziach. Być może w ten sposób, chcę sobie odpowiedzieć na pytania, z mojego małżeństwa, które trwało niespełna 14 lat. Jestem na etapie odejścia od myślenia, że może życie zostało zupełnie zepsute, zmarnowane przez mojego męża. Między nami była duża różnica wieku, bo 14 lat, oczywiście to mi nie przeszkadzało. Zostałam młodą mężatka i matką. Weszłam w rodziną alkoholików, jego rodzice i siostra, z racji niskich zarobków męża nie mieliśmy warunków aby się wyprowadzić. Toksyczność mojego męża początkowo, chyba tego nie zauważałam, była mała. Za każdym razem jak chciałam pójść do pracy i oznajmiałam tą chęć, za raz byłam w ciąży i tak 2 razy, później sobie odpuściłam.. czekałam,aż odchowam dzieci (teraz się zastanawiam, jak do tego doszło, gdyż się zabezpieczaliśmy) Dodam, że za każdym razem byłam obwiniana za to, że łapię ciążę częściej niż grypę. Okres ciąży też był trudny, gdy tylko trzeba było puść na wizytę u ginekologa, słyszałam, że tam idę w celach zadowolenia się. Bardzo bolały mnie te słowa, zamiast się cieszyć z potomstwa, coś takiego. Ciągła zazdrość, bo jak pójdziesz do pracy to kogoś poznasz, do lekarza nie wolno, na pocztę nie wolno, do matki pojechać nie wolno…”bo kogoś masz a ona cię kryje” czułam się odcięta od świata, dobrze, że Internet, to jakiś kontakt z rodziną był, a i do matki też z dziećmi jeździłam, po powrocie czekał mnie awantura, czułam się jak mała dziewczynka okrzyczana przez ojca. Mało tego ciągle zarzuty że dzieci nie są jego, chociaż podobne do niego. Po iluś latach czułam, się winna, a przecież nigdy go nie zdradziłam. Strach przed piątą ciążą, spowodował, że szukałam wymówki siedząc przy komputerze do późnego wieczora czekałam, aż uśnie, żeby pójść spać. Problem jego zazdrości narastał.. „bo kogoś masz mówił” Coś we mnie pękło gdy najstarsza córka zaczęła dorastać, a on zaczął nie tylko mnie ale i ją wyzywać od kur..w, gdy syn zaczął w szkole wyzywać tak koleżanki i zostałam wezwana do szkoły. Dodam że kilka lat wstecz, zaczęłam sprzedawać używane ubrani, które nie były już potrzebne, założyłam sobie przez Internet konto i zaczęłam odkładać pieniążki, tak aby on nie miał do nich dostępu. Gdy już to co się działo, było nie do wytrzymania, oznajmiłam, że to koniec, chcę rozwodu, namawiana przez rodzinę, że mogę to skończyć i dam sobie radę. Poczułam się silna, ale mąż groził, że się zabije przy każdej większej kłótni i tym razem też tak chciał mnie zatrzymać. Grozi, że nie odda mi dzieci, że je nastawi przeciwko mnie (serce mi się krajało, bo to one były moim całym życiem, miałam tylko ich) straszył, że mnie zniszczy wśród znajomych, nie da mi rozwodu, a jak jakimś cudem dostanę rozwód to na pewno nie będzie płacił alimentów, a żeby tak się stało nawet zwolni się z pracy straszył mnie, że ma kolegę policjanta. Gdy doszło do szamotaniny i gróźb, że rozprawi się z moją matką, ostrzegłam brata, a ten nie wiele myśląc wezwał policję. I to był początek mojej walki, żeby się od tego uwolnić, ale zdałam sobie też sprawę, że zaczęłam wojnę i nie ma odwrotu. Byliśmy jeszcze na wspólnych pierwszych i ostatnich wakacjach, gdzie groził ,że mnie zabije. Po powrocie do domu był dziwny, trochę spokojniejszy, zaczął mi pomagać, nie wyzywał mnie.. i to była cisza, przed burzą. Przyszedł dzień, pełen wypominków, wyzwisk, we wszystkim była tylko moja wina.. triumfalnie oznajmił, że się zabije i będę miała go na sumieniu, różne pogróżki, że będzie mnie straszy i tego typu. .. zrobił to spełnił swoje groźby. Policjanci, byli pod wrażeniem, że tak precyzyjnie to zrobił i szybko. Oszczędzę tych szczegółów. Bardzo to przeżyłam, długo się obwiniałam.. zadawałam sobie wiele pytań, dlaczego to mnie spotkało. A i musiałam, być silna, udawać silną przed dziećmi.. teraz już wiem, że on był Panem i prędzej czy później by to zrobił. Pytanie ,które jeszcze nie znalazło odpowiedzi, dlaczego nie pozwolił mi po prostu odejść. Może przez męską dumę, ale to nie jest do pojęcia. Dlaczego nie oszczędził takiej historii dzieciom. … teraz jestem sama,nikt mnie już nie poniża, nie musze się bać o siebie i dzieci. Jeszcze długa droga, aby było normalnie, o ile może być normalnie. Jestem sama i nie wiem, czy zaufam jeszcze jakiemuś mężczyźnie. Znajomi uważają, że powinnam kogoś poznać, bo jestem młoda… ale oni nie przeszli tego co ja. Dlaczego to piszę….. kobiety/matki/mężatki …pamiętajcie, nie musicie, żyć w piekle, walczcie o swoje życie .. są ludzie/instytucje ,które Wam pomogą, Nie wszystko co się dzieje jest Waszą winą, nie dajcie sobie tego wmówić. Pozdrawiam… silna, samotna matka czwórki dzieci, małych dzieci.

    1. Z całego serca dziękuję za podzielenie się swoją historią. Jest Pani przykładem na to, że można, że się da, że siła jest w nas… Ogromnie dziękuję i mam nadzieję, że Pani słowa uzmysłowią wielu moim Czytelnikom, że wszystko jest możliwe, jeśli zatroszczymy się o swoje własne bezpieczeństwo. Serdecznie pozdrawiam.

  23. Jestem wstrząśnięta ile podobieństw w tych historiach. Powtarzalność schematów. A mimo wszystko, mimo kontaktu z wieloma osobami, dzielenia się swoim cierpieniem, szukania pomocy, nadal jeszcze jestem w związku z taką toksyczna osobowoscia. Od kilku lat jestem coraz bardziej świadoma jak druzgoczący wpływ ma to moje życie, i niestety na życie naszych małych dzieci. Tak żałuję że nie zbuntowałam się, nie wsłuchałam się w siebie, gdy na świecie było jeszcze tylko jedno dziecko oraz że nie zrobiłam wszystkiego, by kontynuować podjętą niedługo potem terapię. Jestem teraz tak bardzo inną osobą niz ta sprzed związku. Najbardziej boli mnie teraz to, co będą musiały przeżywać dzieci, z którymi (prawdopodobnie na zasadzie manipulacji) tak mocno mąż się teraz związuje. Czuje jednak, że aby zachować jeszcze cokolwiek z siebie, by móc być dla nich mamą i wsparciem, potrzebuje wyrwać się z tej niszczącej relacji. Tyle że właśnie w tylu obszarach (poczucie własnej wartości, pewność siebie, finanse, mieszkanie, praca, wychowanie dzieci, zdrowie) zostałam osłabiona..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Komentarz pojawi się po zatwierdzeniu. Pola oznaczone * są wymagane.

Psychology of Life · sklep

Twój koszyk

Coś dobrego
dla siebie

Twój koszyk jest jeszcze pusty. Odkryj książki i e-booki Agnieszki Zblewskiej.

Odkryj publikacje

Podaj dalej

Może ktoś bliski potrzebuje dziś tych słów?

Facebook WhatsApp