Czy zdarzyło Ci się być jedyną osobą, która dźwiga relację na swoich barkach? Czy bywa, że słuchasz, pomagasz, pocieszasz – ale kiedy Ty milkniesz, druga strona nie zauważa nawet Twojej ciszy? Niestety, ale bywa, że wsparcie staje się formą zniewolenia…
Nie dlatego, że wspieranie jest czymś złym. Przeciwnie. To jeden z najpiękniejszych ludzkich gestów. Ale wtedy, gdy jest wzajemne. Gdy nie kosztuje Twojego zdrowia.
Napisałam o tym cały rozdział w mojej książce „Oblicza toksyczności. Jak rozpoznać destrukcyjne metody działania i jak się przed nimi chronić” (link do książki >TUTAJ<). Bo czasem za pozornym wspieraniem kryje się uzależnienie emocjonalne. Albo dynamika ratownik–odbiorca przemocy–prześladowca. Albo relacja, która świadomie lub nieświadomie żywi się Twoją empatią.
Kiedy warto odpuścić wspieranie?
- Gdy widzisz, że Twoje rady, obecność, pomoc są odbierane jak oczywistość, ale bez szacunku.
- Gdy masz wrażenie, że jesteś stale w trybie: „Ratuję pomimo wyczerpania”.
- Gdy nie masz przestrzeni, by powiedzieć, co Ciebie boli, bo wszystko natychmiast wraca do drugiej osoby.
- Gdy Twoja empatia zaczyna być głośniejsza niż Twoje własne bezpieczeństwo.
- Gdy czujesz się winna/y, że nie pomagasz wystarczająco.
- Gdy to, co dajesz, nie ma szansy wrócić. Bo nie ma kto Cię wesprzeć, gdy sam/a tego potrzebujesz.
Jak odpuścić, gdy ktoś potrzebuje Twojej pomocy?
Przyznaję, że nie jest to proste. Ma prawo towarzyszyć Ci przy tym wiele ambiwalentnych emocji – rozdarcie, czy oby na pewno właściwie postępujesz. Natomiast pamiętaj, że nie jest odpowiedzialny/a za to, że ktoś nie umie zatroszczyć się o siebie samego.
Wciąż możesz towarzyszyć takiej osobie i jednocześnie nie musisz dźwigać jej ciężarów. Możesz wspierać, ale nie za cenę swojej ciszy, zdrowia, snu, granic. Twoje bezpieczeństwo jest priorytetem.
Wiedz, że w relacjach opartych na nierównowadze wsparcie zamienia się w transakcję: Twoja czułość za czyjeś chwilowe ukojenie. Twoja obecność za czyjeś poczucie bycia ważnym. Twoja siła za czyjąś bezradność. A to niestety odbiera poczucie sprawstwa drugiemu człowiekowi. Przez to druga strona staje się pasywna dla własnego bezpieczeństwa. Stąd tak bardzo ważna jest świadomość tego, że wspieranie również warto, aby miało swoje granice dla bezpieczeństwa każdej strony relacji.
Jeśli jesteś osobą wspierającą i wciąż nie wiesz, co zrobić, to proszę spróbuj…
Ćwiczenie terapeutyczne: „Moje wsparcie, moje granice”
- Wypisz trzy osoby, którym w ostatnim czasie najwięcej pomagałaś/eś.
- Przy każdej osobie napisz: „Czy ta pomoc mnie wzmocniła, czy mnie wyczerpała?”
- Zadaj sobie pytanie: „Czy ta osoba zapytała mnie, jak ja się czuję?”
- Wybierz jedną sytuację, w której poczułaś/eś, że przestałaś być dla siebie. Zapisz, jak mogłoby to wyglądać, gdybyś postawił/a granicę.
- Dodaj na koniec jedno wspierające zdanie: „Jestem dobrym człowiekiem pomimo tego, że nie pomogłam”.
W „Obliczach toksyczności” sporo uwagi poświęciłam tematowi wspierania, które z zewnątrz przypomina troskę, a w środku skrywa przymus. Takiego, które wygląda jak bliskość – ale jest zależnością. Które udaje relację – ale żeruje na Twojej empatii.
Ale ten rozdział to nie tylko opowieść o przekraczaniu granic. To również przestrzeń dla tych, którzy naprawdę potrzebują wsparcia. Pokazuję w nim, jak sięgać po pomoc tak, by nie zranić ani siebie, ani tego, kto pomaga. Bo bycie w potrzebie nie oznacza, że trzeba kogoś sobą obciążyć. Pomoc może być obecnością – nie ciężarem. A bywa, że warto nauczyć się o nią prosić.
Czy kiedykolwiek wspierałaś/eś kogoś tak mocno, że przestałaś czuć siebie? Daj znać w komentarzu. Może to zdanie stanie się dla kogoś inną formą wsparcia. Tą, która nie rani.







