Na samym początku artykułu małe ćwiczenie – wyobraź sobie psychopatę… Kogo widzisz? Jak zachowuje się według Ciebie psychopata? A teraz odpowiedz na kolejne pytanie, czy oby na pewno jesteś pewien/ pewna swych założeń? Czy na pewno to typowe cechy psychopaty?
Każdy z nas wyobrazi sobie kogoś innego, ale w dużej mierze większość nada mu cechy bestialskiego drapieżnika o bezwzględnym wyrazie twarzy. Gdy tylko słyszymy słowo psychopata, przed oczami kreuje się obraz seryjnego mordercy, gwałciciela, czy opętanego zamachowca samobójcy. Jednakże na świecie istnieje wiele osób z osobowością psychopatyczną, które zbrodni nie popełniły. Są nimi również odnoszący sukcesy przedsiębiorcy, lekarze, politycy czy nawet księża. Nie można jednoznacznie stwierdzić, że ktoś jest psychopatą, albo nim nie jest. Istnieje wiele różnych obszarów owego zaburzenia…
Kim jest psychopata?
Zanim przejdę do wyjaśnienia, kim jest człowiek z osobowością psychopatyczną, chcę zwrócić uwagę na jedną ważną rzecz. Słowo psychopatia nie ma płci. Może jej doświadczać zarówno kobieta, jak i mężczyzna. W tym tekście nie będę odmieniać słowa „psychopata” ze względu na płeć – nie dlatego, że ją pomijam, lecz dlatego, że piszę o zjawisku, a nie o konkretnej osobie. Piszę o człowieku. O jednostce, która za swoją maską potrafi ukrywać więcej, niż mogłoby się wydawać.
Kim zatem jest człowiek z osobowością psychopatyczną?
To nie tylko ktoś „okrutny” czy „bez sumienia”. To piekielnie precyzyjna konstrukcja osobowości, która funkcjonuje na styku chłodu emocjonalnego, wyrachowanego uroku i społecznego drapieżnictwa. Człowiek ten nie tyle nie czuje, ile nie odczuwa w sposób znany większości z nas: empatii, winy, skruchy czy przywiązania.
Psychopatia – według jednej z najbardziej znanych definicji autorstwa kanadyjskiego psychologa Roberta D. Hare’a, opartej na badaniach H. Cleckleya – to złożony konstrukt osobowości, w którym cechy interpersonalne i afektywne (takie jak powierzchowny urok, manipulacja, brak wyrzutów sumienia, płytkość emocjonalna) łączą się z wyraźnym stylem życia opartym na łamaniu norm społecznych, impulsywności i potrzebie dominacji.
Człowiek z osobowością psychopatyczną to nie zawsze ten, który krzyczy, grozi czy rzuca przedmiotami. Czasem to ten, który uśmiecha się najspokojniej na świecie – podczas gdy w jego wnętrzu nie drgnie ani jedna struna emocjonalnego rezonansu.
To właśnie ta nieuchwytność – balans pomiędzy pozorną normalnością a skrajnym brakiem wewnętrznego kompasu moralnego – sprawia, że kontakt z osobowością psychopatyczną może być tak niebezpieczny… i tak trudny do rozpoznania.
Co wyróżnia psychopatę?
Według H. Cleckleya – jednego z pionierów badań nad psychopatią – człowiek z osobowością psychopatyczną to jednostka, która potrafi perfekcyjnie grać swoją rolę. Choć wygląda jak my, mówi jak my, a czasem nawet potrafi wzruszyć czy oczarować – wewnętrznie bywa przerażająco pusta. Jakby ktoś wyjął z niej cały aparat moralny, emocjonalny, ludzki… i zostawił jedynie doskonale działający mechanizm przetrwania i dominacji.
To nie jest ktoś, kto nie wie, że rani. To ktoś, kto wie – i nie odczuwa z tego powodu nic. Ani skrupułów. Ani wstydu. Ani żalu. Jedynie… zimną kalkulację.
Cleckley opisał szereg cech, które układają się w mroczny portret tej osobowości:
– potrafi manipulować otoczeniem z precyzją godną chirurga – jeśli tylko zechce,
– nie zna wyrzutów sumienia ani poczucia winy,
– nie uczy się na błędach, bo przeszłość nie ma dla niego/niej znaczenia,
– powtarza destrukcyjne wzorce mimo kar i konsekwencji,
– rzadko odczuwa lęk – to inni się go/jej boją, nie on/a świata,
– jest głęboko nieprzewidywalny/a i niezdolny/a do budowania trwałych więzi,
– traktuje normy społeczne jak więzienie, a nie jak strukturę,
– nie umie powstrzymać się przed natychmiastową gratyfikacją – sięga po przyjemność, nawet kosztem życia drugiego człowieka,
– emocje innych są dla niego/niej tylko danymi do odczytu – sam/a nie przeżywa ich w podobny sposób,
– kontakty seksualne są dla niego/niej powierzchowne, pozbawione intymności,
– rzadko podejmuje próby samobójcze – jego/jej świat kręci się wokół przetrwania i władzy,
– ma bardzo niską tolerancję na frustrację,
– wykazuje się agresją – zarówno jawną, jak i tępo kontrolowaną,
– często jego/jej zachowania są skrajnie nieadekwatne do sytuacji i społecznie szkodliwe.
Człowiek z osobowością psychopatyczną nie ma problemu z tym, że jego życie przypomina pole bitwy. Bywa, że napięcie, ryzyko, wyzwania – to dla niego stymulanty. To, co dla innych jest sygnałem: Zatrzymaj się, dla niego jest znakiem: Przyspiesz.
Empatia? Przekształcona w narzędzie. Emocje? Płytkie, teatralne, często używane do osiągnięcia celu. Ludzie? Figurki, które można przesunąć, porzucić, rozbić.
To nie przesada. To nie dramatyzowanie. To kliniczna rzeczywistość opisana w badaniach i obserwacjach terapeutycznych.
Nie sposób też nie wspomnieć o jednym z największych mitów: że człowiek z osobowością psychopatyczną łatwo wpada w ręce wymiaru sprawiedliwości. Nic bardziej mylnego. Większość z nich funkcjonuje poza kratami. Zasiadają przy konferencyjnych stołach, robią błyskotliwe kariery, potrafią wzbudzać zaufanie. Bywa, że osiąga medialny sukces. To właśnie ci z wyższym ilorazem inteligencji są najtrudniejsi do rozpoznania – potrafią się kamuflować, dostosowywać, mówić to, co chcemy usłyszeć. A jednocześnie… ani na chwilę nie przestają być drapieżni.
Dlatego tak istotna jest czujność. Uważność. I świadomość, że nie każdy uśmiech niesie za sobą dobro. Nie każdy czarujący głos mówi prawdę. I nie każda relacja musi być kontynuowana – nawet jeśli ktoś wydaje się idealny.
Jak działa psychopata?
Spójrz na zdjęcie poniżej…
Kevin Dutton, Mądrość psychopatów; Janelle Nanos, Ten Signs You’re Dealing with an Almost Psychopath;
Ile widzisz na nim piłek? Przypatrz się dobrze – czy to, oby na pewno tylko sześć piłek? Przyjrzyj się raz jeszcze i dokładnie policz. Czy wciąż jest ich tylko sześć?
Tak właśnie działają psychopaci – oczarowują i odwracają Twoją uwagę od tego, co planują zrobić. Jak kameleon dostosuje się, by tylko Cię zmamić, a następnie wykorzystać. Faktycznie mężczyzna trzyma sześć piłek, ale przyjrzyj się jego rękom…
Zdarza się, że kiedy wchodzisz w jego/jej orbitę, nie zauważasz, jak szybko stajesz się wygodnym kozłem ofiarnym. On/ona zręcznie, niemal niezauważalnie, przerzuci na Ciebie odpowiedzialność za własne działania. W jego/jej opowieści to Ty jesteś przewrażliwiona, Ty wszystko komplikujesz, Ty prowokujesz. A on/ona? On/ona przecież musiał/a się bronić…
Może się zdarzyć, że po słowach brutalnych jak cięcie żyletki – lub po ataku fizycznym – spokojnie, niemal z obojętnym tonem zapyta: „Zrobimy sobie kawę?”. Bez refleksji. Bez przeprosin. Bo dla niego/niej naprawdę nic się nie wydarzyło. W jego/jej świecie nie istnieje poczucie winy. Ale obojętność? Jak najbardziej.
Niekiedy kłamstwo nie służy mu/jej jako narzędzie – ono staje się codziennością. Żyje w zafałszowaniu i potrzebuje tego, by mieć kontrolę. Badacze zauważyli, że osoby z cechami psychopatycznymi często używają czasu przeszłego, jakby teraźniejszość nie miała dla nich znaczenia. To subtelny, ale znaczący sygnał oderwania od emocjonalnego tu i teraz.
Równie często zdarza się, że to właśnie on/ona jako pierwszy/a wyciąga rękę. Z troską w głosie. Z uwagą w oczach. Szybciej niż ktokolwiek inny. Ale to nie opiekuńczość. To sposób zbliżenia się do osoby osłabionej, potrzebującej, ufnej. On/ona nie musi się specjalnie starać – to odbiorca przemocy sam zaczyna lgnąć. Z nadzieją. Z wdzięcznością. A potem…znów jest bliżej tego człowieka niżeli wcześniej o tym człowiek myślał.
Miewa momenty chłodnej oceny – i wtedy usłyszysz, że jesteś niewystarczający/a, za mało logiczny/a, zbyt emocjonalny/a, za cichy/a, zbyt wrażliwy/a. Nieważne, co zrobisz – będzie źle. Krytyka spada nagle, nieoczekiwanie. Pojawia się jak burza z czystego nieba. I choć wiesz, że coś jest nie tak, zaczynasz się zastanawiać: Może on/ona ma rację?
To właśnie dlatego w książce „Oblicza toksyczności. Jak rozpoznać destrukcyjne metody działania i jak się przed nimi chronić” (link do książki >TUTAJ<) poświęciłam spory, intencjonalny kawałek przestrzeni na temat przemiany. Na moment, w którym zaczynamy odzyskiwać siebie – krok po kroku. Na wzrastanie, które nie dzieje się od razu, ale które zaczyna się tam, gdzie kończy się iluzja. Gdzie pojawia się prawda.
W jednym z rozdziałów piszę wprost o tym, jak rozmawiać z osobami, które stosują przemoc – nie po to, by je zmienić, ale po to, by chronić siebie. By odzyskać swoją siłę, godność, oddech. To nie jest książka tylko o toksyczności – to książka o przemianie, która czasem zaczyna się od jednego słowa: dosyć.
Bo choć relacja z człowiekiem z osobowością psychopatyczną może zostawić w nas zgliszcza, to istnieją drogi powrotu. I to właśnie one – nie on, nie ona – są w tej książce najważniejsze.
Czy psychopata jest w stanie kochać?
Tak. Ale tylko siebie.
Miłość – w jego/jej wydaniu – to narzędzie, nie uczucie. To maska, za którą kryje się skrajny egoizm. On/ona potrafi powiedzieć „kocham Cię”, ale te słowa mają dla niego/niej wagę podobną do „idę do sklepu” albo „zrobię sobie kawę”. Brzmią znajomo, ale nie niosą za sobą żadnej głębi. Nie ma w nich emocjonalnej prawdy. Nie ma połączenia. Nie ma troski.
Zdarza się, że mówi o uczuciach – ale nie dlatego, że je czuje. Mówi o nich, bo wie, że Ty ich potrzebujesz. Z wyrachowaną precyzją zagra szlachetnego kochanka, opiekuna, osobę wrażliwą i oddaną. Zwłaszcza wtedy, gdy zaczynasz uciekać. Gdy zaczynasz wątpić. Gdy zbliżasz się do granicy, za którą on/ona traci kontrolę nad Tobą.
Niektórzy myślą, że taka osoba nigdy nie znajdzie „bratniej duszy”. A jednak – znajduje. Bo świat zna również ludzi, którzy tak bardzo pragną bliskości, że są w stanie ignorować wszystkie znaki ostrzegawcze. Czasem też – spotyka kogoś równie zaburzonego. Kogoś, kto z taką samą determinacją pragnie dominować, manipulować, kontrolować. I wtedy… zaczyna się toksyczna gra dwojga, których nie łączy miłość – lecz wspólny głód władzy, adrenaliny i wzajemnej destrukcji.
Człowiek z osobowością psychopatyczną może być czarujący, może obiecywać wszystko, o czym marzysz. Ale to tylko forma – treść pozostaje pusta. On/ona nie potrafi kochać tak, jak rozumie to serce zdrowe emocjonalnie. Bo tam, gdzie inni kochają – on/ona analizuje. Gdzie inni chronią – on/ona wykorzystuje. Gdzie inni czują – on/ona kalkuluje.
I choć bywa, że te słowa są trudne do przyjęcia… czasem to właśnie prawda staje się pierwszym krokiem do uwolnienia.
„Henry Lee Lucas był niezwykle płodnym amerykańskim seryjnym mordercą. Kiedyś określono go mianem „największego potwora, jaki żył na świecie”. Jego zeznania doprowadziły policję do ciał 246 ofiar – za zamordowanie 189 z nich został potem skazany. Lucas zabijał przez trzydzieści lat, od 1960 roku, kiedy podczas kłótni zadźgał matkę nożem, a potem odbył stosunek seksualny z jej ciałem, aż do swojego aresztowania w 1983 roku za posiadanie broni bez zezwolenia. Pod koniec lat miał siedemdziesiątych miał wspólnika, Ottisa Toole’a; razem wędrowali przez południe Stanów Zjednoczonych, atakując głównie, choć nie wyłącznie, autostopowiczów. Pewnego razu przejechali dwa stany, nim się zorientowali, że ucięta głowa ostatniej ofiary leży na tylnym siedzeniu samochodu. „Nie żywiłem żadnych uczuć wobec tych ludzi ani tych przestępstw”, stwierdził kiedyś Lucas. „Łapałem ich, jak szukali podwózki, no wiecie, bo uciekali, bawili się, czy coś. Jechaliśmy dalej i dobrze się bawiliśmy, a potem nim ofiara się zorientowała, zabijałem ją i gdzieś porzucałem”. W 2001 roku Lucas umarł na w więzieniu na atak serca. Jego historię przedstawiono w 1986 roku w filmie Henry: Portret seryjnego mordercy.”
Jak zerwać relację z psychopatą?
To nie jest relacja, która zaczyna się od krzyku. Przeciwnie – bywa, że wszystko zaczyna się od zachwytu. On/ona bywa czarujący, troskliwa, czujny, jakby od zawsze znał Twoje potrzeby. Przeprasza, obdarowuje, mówi to, co pragniesz usłyszeć. A potem… powoli, niemal niezauważalnie, rozmontowuje Twoje poczucie wartości. Odbiera pewność siebie. Sprawia, że zaczynasz wątpić – nie tylko w niego/nią, ale przede wszystkim w siebie.
To proces. Cichy, metodyczny, przemyślany. Bo osoba o osobowości psychopatycznej wie, że nie może Cię zrazić zbyt szybko. Rozkłada destrukcję na raty. Oplata Cię pozorami miłości i rozumienia – po to, by trudniej było Ci odejść.
Ale można się uwolnić. Odejście od osoby, która stosuje przemoc psychologiczną, wymaga nie tylko odwagi, ale i planu.
Nie działaj impulsywnie – przygotuj się. Zaplanuj datę, strategię, wsparcie. Zadbaj o swoją sieć bezpieczeństwa. Porozmawiaj z zaufaną osobą, z terapeutą, z prawnikiem – jeśli trzeba. Wyznacz konkretny czas na przygotowania, np. miesiąc. Ale nie przeciągaj. Gdy poczujesz, że jesteś gotowa/y – działaj.
Zadbaj o środki bezpieczeństwa:
– noś przy sobie telefon,
– miej dostęp do dyktafonu lub aplikacji nagrywającej,
– spakuj rzeczy w sposób niezauważalny,
– ustal, dokąd pójdziesz – nawet jeśli to będzie miejsce tymczasowe.
Jeśli sytuacja jest groźna – uciekaj. I nie tłumacz się ze swojej decyzji. Zgłoś sprawę na policję. Poproś o wsparcie – są instytucje, które mogą Ci pomóc.
Pamiętaj – jeśli tkwisz w bagnie, nie musisz w nim budować domu. Bo prędzej czy później zacznie Cię dusić.
Jakie są przyczyny psychopatologii?
To pytanie od lat dzieli środowiska naukowe. Pomimo wielu badań, testów neuroobrazowych i teorii rozwojowych – do dziś nie ma jednej, spójnej odpowiedzi na pytanie: skąd bierze się psychopatia?
Nie istnieje jeden gen, jedno wydarzenie, jeden wzorzec wychowania, który można by obarczyć odpowiedzialnością. Rozwój psychopatii to złożony, wieloczynnikowy proces, którego początki bywają trudne do uchwycenia. Wciąż nie potrafimy w pełni wyodrębnić, które elementy są przyczyną, a które tylko konsekwencją.
Wśród dominujących koncepcji pojawia się przekonanie, że psychopatia może mieć swoje korzenie w biologii – w określonych cechach układu nerwowego, zaburzonej pracy struktur mózgowych odpowiedzialnych za empatię, impulsywność czy hamowanie zachowań agresywnych. Wskazuje się na różnice w funkcjonowaniu ciała migdałowatego, przedczołowej kory mózgowej, a także w poziomie neuroprzekaźników, takich jak dopamina czy serotonina. U niektórych osób te różnice są widoczne już we wczesnym dzieciństwie.
Równie ważną rolę przypisuje się temperamentowi – czyli temu, z czym człowiek przychodzi na świat. Zdolność do regulacji emocji, próg wrażliwości na bodźce, łatwość pobudzenia czy niski poziom lęku – to wszystko może stanowić podatny grunt dla rozwoju osobowości. Nie są to jeszcze przyczyny psychopatii, ale mogą być tłem, które – w odpowiednich warunkach – pozwala jej zakiełkować.
Ale nie samą biologią człowiek żyje.
Współczesne podejścia nie ignorują wpływu środowiska – wręcz przeciwnie. Czynniki takie jak: przemoc w rodzinie, zaniedbanie emocjonalne, brak bezpiecznej więzi z opiekunem, chroniczne poniżanie, dorastanie w warunkach chaosu i braku granic – to wszystko może wpływać na sposób, w jaki kształtuje się osobowość. U niektórych osób może to wywołać lęk i nadmierną czujność. U innych – obojętność i chęć dominacji. Niektóre z badań pokazują, że dzieci wykazujące cechy bezduszności i braku empatii częściej pochodzą z domów, w których ich potrzeby emocjonalne były ignorowane lub traktowane jak fanaberie.
A zatem: czy człowiek z osobowością psychopatyczną rodzi się taki, czy staje się taki?
Odpowiedź nie jest prosta. Najczęściej mówi się dziś o modelu interakcyjnym – biologiczna podatność może spotkać się z destrukcyjnym środowiskiem. Wtedy psychopatia nie tylko się ujawnia, ale i rozwija. Nabiera kształtu. Utrwala się.
To dlatego tak ważne jest, by nie upraszczać. Psychopatia to nie tylko chłodna diagnoza. To mechanizm, który wyrósł z wielu czynników – niektóre z nich były dane, inne się wydarzyły. Ale to, że można próbować je zrozumieć, nie oznacza, że należy je usprawiedliwiać.
Bo niezależnie od przyczyn – skutki są bolesne. Dla tych, którzy się z tym człowiekiem zwiążą. Dla tych, którzy próbują go zrozumieć.I dla tych, którzy wciąż zadają sobie pytanie: jak do tego doszło?
Na sam koniec dodaj jeszcze, że na co dzień staram się mówić o zachowaniach, nie o etykietach. Wierzę, że to czyny są problemem – nie człowiek jako całość. Dlatego zwykle unikam określeń takich jak „psychopata”. Ale… przymiotniki są nam potrzebne. Zwłaszcza wtedy, gdy coś w środku boli. Gdy trudno znaleźć inne słowa, bo emocje są zbyt intensywne, a granice – naruszone.
Nie dziwię się więc, że pod wpływem cierpienia te słowa czasem padają. I nie oceniam ich. Bo rozumiem, że często są pierwszym krzykiem zranienia – próbą nazwania czegoś, co przez długi czas pozostawało bezimienne.
Bywa też, że używam ich w tekstach, by być bliżej tych, którzy dopiero zaczynają widzieć, co się dzieje. Jeśli dzięki nim coś w Tobie drgnie – jeśli rozpoznasz własną historię – to znaczy, że język zadziałał.
Czy było w Waszym życiu doświadczenie, które dopiero z perspektywy czasu zaczęliście rozumieć jako relację z osobą o psychopatycznych cechach?
Bibliografia: Kevin Dutton, Mądrość psychopatów; Janelle Nanos, Ten Signs You’re Dealing with an Almost Psychopath;








