Wiele nas wokół siebie… Tak wiele różnych osobowości, postaw, masek. Nie zawsze od razu wiadomo, z kim mamy do czynienia. Bywa, że mijają tygodnie, a nawet miesiące, zanim zaczynamy przeczuwać, że coś w tej relacji nie gra. Że z pozoru ciepła obecność zaczyna uwierać. Że coś nas omija – choć nie potrafimy tego jeszcze nazwać.
Niektóre osoby potrafią nosić swoje „dobre” twarze z taką precyzją, że trudno je rozpoznać. Nawet przez długi czas można wierzyć, że wszystko jest w porządku. Że relacja ma sens. Że jesteśmy widziani. I właśnie dlatego tak łatwo uwierzyć w bajkę. Bajkę o relacji, która miała być ratunkiem, a okazuje się próbą zdominowania. O trosce, która była tylko przykrywką dla kontroli.
Przypominasz sobie bajkę o Kopciuszku? To nie tylko opowieść o balu i zgubionym pantofelku. To historia o ukrytym narcyzmie. O okrutnej macosze i jej córkach, które żyły obsesją bycia „najlepszymi”, „najpiękniejszymi”, „najważniejszymi”. O domowej scenie pełnej pogardy, porównań, ignorowania i przemilczania emocji tej, która nie pasowała do ich obrazu świata.
Macocha i przyrodnie siostry Kopciuszka – to nie tylko bohaterki bajki, ale symboliczne postaci reprezentujące cechy, które w rzeczywistości bywają wyjątkowo raniące. Nie widzą w sobie winy, nie przyjmują refleksji. Żyją w przekonaniu o własnej wyjątkowości, a świat wokół nich ma być tylko potwierdzeniem tej iluzji. Każdy, kto nie dostrzega ich walorów równie wyraźnie, jak one same, zostaje zepchnięty na margines. Traktowany jak ktoś mniej. Półczłowiek. Zbędny element tła.
W bajce wszystko kończy się dobrze – pojawia się wróżka, pantofelek pasuje, a sprawiedliwość wygrywa. Ale prawdziwe życie… bywa mniej łaskawe. Tutaj to my musimy nauczyć się widzieć. Rozpoznawać. Odczytywać znaki, zanim urok przerodzi się w kontrolę.
Przebiegłość, spryt i gra pozorów – to często nie są wyjątki, ale codzienne mechanizmy obronne osób, które ranią. Bywa, że przez długi czas nie zauważamy, że jesteśmy wciągani w grę. Na początku jesteśmy wyjątkowi. Potem – coraz bardziej ostrożni. W końcu – uciszeni.
Jak tu odkryć prawdziwość intencji, kiedy wszystko jest podszyte pochwałą, a zaraz potem krytyką? Jak ufać, kiedy Twoje „nie” zaczyna wywoływać chłód, milczenie lub… nadmiar troski, który dusi zamiast wspierać?
Być może właśnie dlatego bajki, choć nierzeczywiste, dotykają naszych bardzo rzeczywistych tęsknot – za relacją, w której nie trzeba walczyć o prawo do istnienia. Czy spotkałaś/spotkałeś kogoś, kto na początku zachwycał, a z czasem zaczął odbierać Ci głos? A może znałeś relację, w której wszystko kręciło się wokół jednej osoby – a Ty powoli znikałaś?
Kim jest kobieta z narcyzmem?
Z pozoru pewna siebie, atrakcyjna, elokwentna. Potrafi wchodzić w relacje z lekkością, czarować, przyciągać uwagę. Bywa, że wzbudza podziw – nie tylko u innych, ale i we własnych oczach. Jej siłą jest powierzchowny urok, umiejętnie dawkowana niewinność i zdolność do emocjonalnej gry. Brak empatii, chęć dominacji i potrzeba kontroli nie przychodzą z hukiem – wślizgują się niepostrzeżenie, ukryte za uprzejmością, przelotnym spojrzeniem, troskliwym gestem. Z zewnątrz może wyglądać jak bliskość, jak czułość, jak opieka. A jednak w środku – zostaje chłód.
Bywa, że kobieta wykazująca cechy narcystyczne potrzebuje relacji nie po to, by współtworzyć, ale po to, by dominować. To nie musi być spektakularne zawłaszczanie. Czasem to powolne podcinanie skrzydeł, niedostrzeganie Twoich potrzeb, umniejszanie Ci pod płaszczykiem żartów. Czasem to emocjonalne przywiązanie splecione z zależnością – „potrzebuję Cię” i „zawiodłeś mnie” padają w jednym oddechu. Z czasem zaczynasz czuć, że wszystko kręci się wokół niej. Jej emocje, jej potrzeby, jej humor dnia decydują o tym, czy możesz odetchnąć, czy znów będziesz musiał/a się tłumaczyć.
Trudno to dostrzec od razu. Zwłaszcza że społecznie wciąż mocno zakorzeniony jest obraz kobiety jako tej, która nie rani. Która kocha za bardzo. Która jest zbyt dobra, zbyt wrażliwa, zbyt zależna. A przecież przemoc nie ma jednej płci. Pragnienie kontroli, brak empatii i potrzeba zawłaszczania – również nie. To, że ktoś jest kobietą, nie oznacza, że nie może manipulować. Nie oznacza, że nie potrafi zręcznie budować relacji, w których druga strona powoli przestaje być sobą.
Nie chodzi tu o etykiety. Chodzi o to, by zobaczyć, że czasem za uśmiechem kryje się chłód. Za troską – kalkulacja. Za bliskością – metoda…
Jak rozpoznać kobietę z narcyzmem?
Oto cechy i zachowania, na które warto zwrócić uwagę, jeśli podejrzewasz, że masz do czynienia z kobietą wykazującą bardzo nasilone objawy narcystycznego zaburzenia osobowości – nie wszystkie muszą wystąpić, ale ich obecność może wskazywać na destrukcyjny wzorzec relacyjny:
- Sarkastyczne poczucie przyjemności z powodowania bólu u kogoś innego.
Bywa, że dana kobieta czerpie satysfakcję z poniżania, wyśmiewania i złośliwości, które nie służą już obronie granic, lecz budowaniu przewagi. Może zdarzyć się, że atakuje otwarcie, ale równie silną przyjemność sprawia jej obserwowanie, jak ktoś z trudem podnosi się po upokorzeniu, jak się tłumaczy, jak gaśnie. Bywa, że w relacji dominuje chłód, a brak empatii nie jest przypadkiem – to element większego układu, w którym samopoczucie innych nie tylko nie jest brane pod uwagę, ale wręcz bywa lekceważone i ignorowane w sposób demonstracyjny.
Zdarza się, że przyjemność czerpana jest z chaosu, który można wywołać. Z napięcia, które się sączy między słowami. Z subtelnych sabotaży i szeptów za plecami. Może się też zdarzyć, że w takich układach jedna osoba szuka nieustannego pobudzenia – zawsze coś się dzieje, zawsze jest w ruchu, zawsze coś trzeba sprowokować. Niezależnie od tego, co przeżywają inni.
- Chorobliwe poczucie konkurencyjności.
Bywa, że kobieta wykazująca cechy narcystyczne funkcjonuje w stałym napięciu – jakby cały świat był zagrożeniem dla jej pozycji, wpływu, czy obrazu siebie. Możliwe, że niemal każda osoba z jej otoczenia staje się w pewnym momencie konkurencją, nawet jeśli w żaden sposób nie próbuje nią być. Wystarczy czyjaś swoboda, niezależność, drobne osiągnięcie czy komplement skierowany do kogoś innego – i uruchamia się potrzeba udowodnienia własnej wyższości.
Możliwe, że nawet w sytuacjach neutralnych, spokojnych, pojawia się niepokój – bo jeśli nie jestem podziwiana, to czy jeszcze jestem kimś wyjątkowym? W jej świecie nie ma przestrzeni na odpoczynek od bycia „naj”. Bywa, że każda rozmowa, każde spotkanie, każdy gest są oceniane przez pryzmat tego, czy potwierdzają jej wartość, czy może ją podważają.
Możliwe, że zazdrość nie ogranicza się do partnera czy partnerki – może dotyczyć przyjaciół, dzieci, współpracowników. Cokolwiek odbiera uwagę – staje się zagrożeniem. W takiej dynamice relacje nie są o bliskości. Są o rywalizacji. Trzeba lśnić bardziej. Być szybciej. Mieć ostatnie słowo.
Bywa, że nie chodzi o autentyczne poczucie wartości, ale o nieustanną potrzebę potwierdzania własnej wyjątkowości – nawet kosztem innych. A to oznacza, że odpoczynek, zatrzymanie się, zaufanie – stają się niemożliwe. Bo możliwe, że każda chwila bez przewagi, to chwila, w której rośnie lęk: „czy oni mnie jeszcze widzą?”, „czy wystarczająco się mną zachwycają?”
I tak – z pozoru aktywna, pewna siebie, ekspresyjna – kobieta może wewnętrznie funkcjonować w stanie ciągłej mobilizacji, gotowa do kontrataku, nawet wtedy, gdy nikt nie wypowiedział wojny.
- Materializm i powierzchowność.
Bywa, że kobieta wykazująca cechy narcystyczne szczególnie dobrze odnajduje się w przestrzeniach pełnych prestiżu, wpływów i pieniędzy. Uwielbia otaczać się ludźmi z tak zwanego „wyższego kręgu” – tych, którzy mają pozycję, rozpoznawalność, gruby portfel lub budzą podziw. Możliwe, że to nie bliskość ją przyciąga, a siła, jaką może dzięki niej zyskać. Pieniądze przestają być środkiem – stają się celem, drogą do potwierdzania własnej wyjątkowości. Luksusowe auto, pokaźny dom, kosztowna biżuteria, egzotyczne wyjazdy – to wszystko bywa nie tylko pragnieniem, ale i narzędziem do budowania obrazu, który ma zachwycać innych i równocześnie wykluczać tych, którzy „nie dorównują poziomem”.
Możliwe, że nie zadowoli się relacją, w której nie może czegoś ugrać – materialnie, wizerunkowo lub społecznie. Bywa, że dla osiągnięcia tego, czego pragnie, potrafi zmieniać maski w sposób niemal teatralny. Gdy trzeba – uwodzicielska, słodka, delikatna. Gdy nie działa – chłodna, osądzająca, wymagająca. Gra nie kończy się, dopóki nie zostanie osiągnięty cel. Można mieć wrażenie, że potrafi w jednej chwili przejść z roli „kociaka” w rolę „polującej lwicy” – wszystko zależy od sytuacji.
Bywa, że wpisuje się w kulturowy obraz femme fatale – kobiety, która pociąga, przyciąga i jednocześnie zawłaszcza. Może być czarująca. Może budzić zazdrość. Może być obiektem westchnień. Ale nie zawsze jest to tylko naturalny urok – bywa, że za tym kryje się dobrze zaplanowana strategia, w której najważniejsze nie jest serce, a władza.
- Obsesja na punkcie wyglądu.
Wróćmy na chwilę do bajki o Kopciuszku – przypomnij sobie, jak dużą wagę macocha przywiązywała do stroju, fryzury, do tego, jak wypada na tle innych. Bywa, że kobieta wykazująca cechy narcystyczne działa podobnie – musi błyszczeć, a jej blask nie może zostać przez nikogo przyćmiony. Możliwe, że dbałość o wygląd nie wynika jedynie z potrzeby estetyki, ale staje się narzędziem – sposobem na zdobycie przewagi, zainteresowania, wpływu. W takich przypadkach kobiecość bywa nie tylko wyrażana, ale też wykorzystywana. Urok, wdzięk, seksualność – wszystko to może zostać użyte w relacyjnej grze, której stawką nie jest bliskość, lecz kontrola. Wystarczy jedno spojrzenie, odpowiedni ton głosu, precyzyjnie dobrany strój, by zdominować przestrzeń, w której się pojawia. Nie chodzi o relację – chodzi o efekt. O to, by to właśnie ona była zauważona jako pierwsza. I zapamiętana jako najważniejsza.
- Wysokie mniemanie o sobie.
Bywa, że kobieta wykazująca nasilone cechy narcystyczne postrzega siebie jako kogoś stworzonego do „wyższych celów” – wyjątkową, predysponowaną do rzeczy wielkich, godnych podziwu. Ale to nie oznacza, że będzie unikać pracy. Możliwe, że przeciwnie – będzie dążyć do zajmowania stanowisk, które zapewniają jej władzę, wpływ i widoczność. Nie każda rola ją interesuje. Liczy się ta, w której to ona ma decydować, kierować, dominować. Taka, w której inni będą zależni – od jej humoru, decyzji, nastroju.
W strukturach zawodowych może to przyjąć formę potrzeby piastowania funkcji szefowej, liderki, dyrektorki – nie po to, by przewodzić z odpowiedzialnością, ale po to, by mieć władzę nad „podwładnymi”. Bywa, że uwielbia pokazywać swoją wyższość, nieustannie przypominając innym, kto tu „rządzi” i kto „zaszedł dalej”.
Możliwe, że codzienność pod jej kierownictwem przypomina emocjonalną karuzelę – nigdy nie wiesz, w którą stronę skręci, ani od czego to będzie zależeć. Możesz się starać, przekraczać własne granice, pracować ponad siły, a i tak usłyszysz, że jesteś niewystarczająco dobry/a. I choć wykonujesz swoją pracę najlepiej jak potrafisz – w jej oczach zawsze jesteś „tym najgłupszym pracownikiem w całej firmie”.
Bywa, że każda forma uznania dla kogoś innego uruchamia w niej potrzebę umniejszenia. Szydercze drwiny, ironia, komentowanie z uśmiechem, który boli bardziej niż krzyk – to według niej forma „motywowania”. A jeśli osiągniesz sukces? Nie łudź się – możliwe, że zostanie szybko przemianowany na „jej zasługę”. Zrobi wszystko, by pokazać, że bez niej by Ci się nie udało. Że to ona – dzięki swoim zdolnościom, wsparciu, przewidywaniu – „poprowadziła Cię do tego miejsca”.
- Brak granic.
Bywa, że kobieta wykazująca cechy narcystyczne nie uznaje granic – szczególnie tych, które w zdrowym związku budują bezpieczeństwo, wzajemność i szacunek. Możliwe, że relacja z nią od początku opiera się na zachwianym poczuciu lojalności – niby jesteście razem, ale ciągle pojawiają się niedopowiedzenia, półsłówka, tajemnice. Może regularnie przypominać, ilu mężczyzn o nią zabiegało, ilu wciąż nie potrafi o niej zapomnieć, ilu gotowych byłoby dla niej zrobić wszystko – tylko po to, by wywołać w partnerze poczucie zagrożenia, zazdrości, a w konsekwencji – niższości.
Bywa, że potrzebuje nieustannego potwierdzania swojej atrakcyjności, ale nie szuka go w spojrzeniu partnera – szuka go wszędzie, gdzie może zdobyć czyjś zachwyt, pożądanie, zainteresowanie. Flirt nie jest dla niej niewinną grą – to narzędzie. Przewaga. Dowód, że może, kiedy chce, z kim chce. Możliwe, że nawiązywanie relacji seksualnych poza związkiem nie wzbudza w niej konfliktu wewnętrznego, bo po prostu nie widzi w tym niczego, co wymagałoby refleksji. Wyrzuty sumienia? One bywa, że w ogóle się nie pojawiają. Zasady? Są dobre dla innych – nie dla niej.
A jeśli sprawa wyjdzie na jaw? Jeśli coś się posypie? Jeśli emocje uderzą o ścianę i prawda zacznie przeciskać się przez pęknięcia w obrazie? Możliwe, że całą winę zręcznie przerzuci na partnera. To on ją zaniedbał. To on nie docenił. To on doprowadził do tego, że „musiała szukać gdzie indziej”. A nawet jeśli nikt w to nie uwierzy – ona zrobi wszystko, by to on poczuł się winny.
- Zakłamany egocentryzm w kobiecym ciele.
Bywa, że kobieta wykazująca cechy narcystyczne ma w sobie niegasnące przekonanie, że świat powinien kręcić się wokół niej. Możliwe, że w głębi nosi dziecięcą potrzebę bycia nieustannie widzianą, docenianą, komentowaną – i zrobi niemal wszystko, by ten głód zaspokoić. Czasem będą to działania niedorzeczne, absurdalne, innym razem graniczące z ryzykownymi czy skrajnie prowokującymi. Liczy się jedno: reakcja otoczenia. Wzrok. Szum. Podziw. Albo chociaż zdziwienie.
Może celowo się spóźniać – nie z powodu roztrzepania, ale dlatego, że „wejście” musi być spektakularne. Chce, by poczucie jej obecności rozlało się po całym pomieszczeniu. By każdy spojrzał. By każdemu wyrwało się w myślach: „Ona przyszła”. Gdy nie zadziała jedno – znajdzie inny sposób. Królowa nie może być niezauważona.
Bywa, że w takich sytuacjach nie chodzi o relację z innymi, ale o karmienie własnego obrazu – tego, który jest lśniący, silny, pożądany. Możliwe, że robi to nieświadomie, jakby wewnętrzne echo z dzieciństwa wciąż szeptało: „zrób coś, żeby Cię w końcu zobaczyli”.
- Przyjaźń, a co to takiego?
Bywa, że gdy kobieta wykazująca cechy narcystyczne mówi o przyjaźni, to tak naprawdę mówi wyłącznie o sobie. O tym, jaka jest lojalna, oddana, wyjątkowa. Jak wiele daje, jak bardzo się stara. Ale gdy przyjrzeć się bliżej – nie ma tam prawdziwej bliskości. Są deklaracje, które służą budowaniu wizerunku. Jest narracja pełna „ja”, ale niemal pozbawiona przestrzeni na „ty”.
Możliwe, że relacje traktuje zadaniowo – mają przynosić jej konkretne korzyści. Uwielbienie, wsparcie, lojalność… ale tylko jednostronną. Gdy poczuje się zagrożona, gdy inna kobieta zacznie błyszczeć, otrzymywać więcej uwagi – bywa, że sięga po metody, które łamią zasady fair play. Zdrada, sabotaż, intryga – wszystko to może pojawić się na scenie, jeśli tylko uzna, że gra toczy się o jej pozycję.
Poderwać partnera koleżanki? Możliwe. I jeszcze wcześniej dać tej koleżance „znać”, że mężczyzna nie jest godny zaufania. Wyśle anonim. Zasieje niepokój. Wzbudzi poczucie zagrożenia. A potem – z wdziękiem i uśmiechem – wkroczy tam, gdzie wcześniej rozsiała chaos.
Bywa, że taka relacyjność nie ma nic wspólnego z przyjaźnią. Jest bardziej strategią. Grą. Systemem, w którym każdy może być użyty, by ona mogła wygrać. Czy znasz takie kobiety? A może kiedyś sama byłeś/byłaś świadkiem podobnej relacji, w której coś zgrzytało, ale nie dało się tego od razu nazwać? Jeśli chcesz – możesz podzielić się tym, co Cię porusza.
Założenia i wspólne cele nie mają racji bytu tam, gdzie dominuje toksyczność. Bywa, że niezależnie od tego, jak bardzo się starasz, jak bardzo dopasowujesz, jak wiele dajesz – i tak usłyszysz, że to za mało, źle, nie tak, jak trzeba. Osoba wykazująca toksyczne wzorce relacyjne nie powie wprost, czego oczekuje, ale z całą pewnością da Ci odczuć, że zawiodłeś/aś. A kiedy już to zrobi – nie zawaha się ani chwili, by powiedzieć Ci to prosto w twarz. Głośno. Dobitnie. Bezwzględnie.
Bywa, że taki atak przychodzi nagle, jak emocjonalny piorun – w chwili, w której najmniej się tego spodziewasz. Dlatego tak ważne staje się nauczenie własnego systemu reagowania. Ochrony. Strategii, które nie tylko pomogą Ci przetrwać, ale które będą fundamentem odzyskiwania Twojej sprawczości.
Mając na uwadze ten trudny, ale realny obszar relacji, stworzyłam w mojej książce „Oblicza toksyczności. Jak rozpoznać destrukcyjne metody działania i jak się przed nimi chronić” (link do książki >TUTAJ<) osobny rozdział poświęcony właśnie temu – sposobom komunikowania się i zachowaniom, które warto wprowadzić do swojego życia, kiedy jesteś narażony/a na relację pełną przemocy psychicznej.
To nie są tylko „techniki”. To konkretne wsparcie, gdy czujesz, że utknąłeś/aś w emocjonalnym chaosie. Książka dostępna jest również w wersji elektronicznej – by mogła towarzyszyć Ci wszędzie tam, gdzie jej najbardziej potrzebujesz.
Jak się zachować podczas kontaktów z kobietą z narcyzmem?
- Uważność. To pierwsze, co warto w sobie uruchomić. Jeżeli dostrzegasz złośliwość, manipulację, grę pozorów – niezależnie, czy to w przyjaźni, w związku, czy w miejscu pracy – zachowaj czujność. Bywa, że wystarczy jedno niezręczne zdanie, jeden błysk słabości, by stać się celem.
- Możliwe, że im bardziej się odsłaniasz, tym większe staje się jej pole do działania. Dlatego – jeśli to możliwe – dokumentuj sytuacje, zbieraj fakty, zapisuj daty i słowa. Nie informuj jej o swoich planach, wątpliwościach ani obawach. Wszystko, co powiesz, może zostać wykorzystane – nie jako most, ale jako broń.
- Zamiast konfrontacji – spowolnienie. Zamiast tłumaczenia się – milczenie. Unikaj, dystansuj, ograniczaj. Twoja oziębłość może zostać odebrana jako niezainteresowanie – a to często działa bardziej skutecznie niż setki wyjaśnień. Ale przygotuj się: bywa, że kobieta z silnym rysunkiem narcystycznym nie odpuszcza łatwo. Potrafi być zawzięta. Wytrwała.
- Plotki? Pomówienia? Im bardziej będziesz je prostować, tym mocniej się zaplątasz. Największą siłą w takich sytuacjach jest spokój. Chłodna, graniczna obojętność. Bez gniewu, bez wyjaśnień. To może być Twoja tarcza.
- Jeśli poczujesz, że kontakt z nią Cię wyczerpuje – nie próbuj jej zmieniać, nie próbuj tłumaczyć, nie próbuj ratować tej relacji. To nie Twoja odpowiedzialność.
- A jeśli czujesz się zagrożony/a – mów o tym. Nie chowaj się z tą historią. Informuj osoby, którym ufasz, gdzie jesteś, z kim się spotykasz, o której wracasz. To nie panika – to ostrożność. I siła.
- Bywa, że kobieta z narcyzmem potrafi być czarująca i jednocześnie nieobliczalna. I nie ma w tym Twojej winy, że coś w Tobie poczuło, że coś jest „nie tak”. Zaufaj temu sygnałowi. On wie.
Jakkolwiek relacja z osobą wykazującą cechy narcystyczne może wyglądać z zewnątrz jak zwykłe nieporozumienie, to w rzeczywistości wymaga od nas ogromnej uważności – nie tylko na to, co się dzieje między nami, ale przede wszystkim na to, co dzieje się w nas. To właśnie tam, w środku, rozgrywają się najważniejsze sygnały. Dyskomfort. Niepewność. Wyczerpanie. Zgoda na przekraczanie własnych granic. A przecież nikt nie ma prawa przejąć nad nami władzy. Nikt nie może decydować za nas, jak mamy żyć, czuć, kochać.
Szacunek do samego siebie to nie luksus. To punkt wyjścia. Wewnętrzne „nie” może być trudne do wypowiedzenia, ale bywa jedyną drogą do ocalenia siebie. Dlatego – pamiętaj – zawsze masz prawo powiedzieć: STOP. Nawet jeśli ktoś próbował odebrać Ci to prawo.
I jeszcze jedno – bardzo ważne. Każdy człowiek jest inny. Osoby przejawiające narcystyczne wzorce mogą się od siebie różnić – intensywnością zachowań, sposobem manipulowania, reakcjami na odrzucenie czy porażkę. Bywa, że niektóre cechy są ledwo zauważalne, inne – rażące od pierwszego spotkania. Narcystyczność nie ma jednej twarzy. Jednego tonu głosu. Jednego języka.
Dlatego tak ważna jest świadomość. Umiejętność rozpoznawania. I otwartość na rozmowę – nie po to, by kogoś piętnować, ale po to, by ochronić siebie. Jeśli chcesz – możesz podzielić się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami, pytaniami. Twoja historia może stać się czyjąś latarnią.
Spotkałeś/aś kiedyś kobietę lub mężczyznę z narcyzmem? Czy trudno mu się oprzeć?









Bardzo dobry temat. Utarło się, że narcyz to facet.
Mama taką żonę. Jest to straszne życie. Poniżanie, wykpiwanie. Ona nigdy nie jest niczemu winna według niej… długo by pisać.
Uciec? Tak, ale jest dziecko. Żona prawniczka, ma więcej kasy, jest kobietą itd itd…. Mnie pewnie odpowiednio tyłek obrabia.
Wierzycie, że sąd nie zostawi dziecka na jej pastwę? Ja nie. Dlatego nie opuszczam dziecko i tkwię w tym bagnie.
Uciec? Bardzo trudna sytuacja i jeszcze trudniejsze pytania, które rodzą się w głowie.
Jednakże zawsze warto zadbać o siebie i dobro swoich najbliższych – w tym wypadku warto zastanowić się, a nawet spróbować skłonić żonę na terapię małżeńską. Proszę pamiętać, że wszystkiemu przygląda się dziecko – ono nie tylko obserwuje, ale również koduje i przyswaja pewne wzorce oraz schematy postępowania. Warto dla dobra własnego i dziecka zastanowić się nad drogą ku zmianie. Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki…
Terapia małżeńska … Chodziliśmy. Dopóki nie zaczęło się okazywać, że wszystko to nie tylko moja wina jak utrzymywała żona, ale także jej.
Że ja miałem poczuć się skrzywdzony różnymi jej zachowaniami, że to mnie mogło boleć. A nie jak zawsze twierdziła żona – że przecież nic takiego nie zrobiła, czy powiedziała co by bolało (czasem aż do zaprzeczania, że w ogóle takie zdarzenia miały miejsce).
W efekcie żona już nie chciała chodzić na terpię i przestała. Przy okazji wmawiając mi, że terapia się skończyła i że zostało ustalone, że wszystko moja wina (sic!).
Cóż, to to też typowe i wskazujące na to kim jest.
Wyrazy współczucia. Ale warto samemu iść na terapię aby nauczyć się jak postępować z taką osobą by bronić siebie i dziecko.
Najgorsza kobieta narcyz to nie szefowa, bo pracę można zmienić. Współczuję głęboko wszystkim, których wychowywały matki narcystyczne (najczęściej wtedy jedno z rodzeństwa również naśladuje matkę dla jej akceptacji i też się wyżywa). Terapia dużo mi pomogła, warto sięgnąć po materiały dotyczące DDA/DDD (dom narcyza to dom dysfunkcyjny).
Współczuje tym których wychowała narcyza. Moja matka zdradzala tate poniżala uderzyła po głowie przeważnie czajnikiem pluła na tate w łóżku książkę by napisał . Zniszczyła życie piatce swoich dzieci . Zniewiedzy dopusciłam do tego żeby zniszczyła życie moich dzieci . Zebym nie przejrzala na oczy dzisiaj nie wiem czy byłabym żywa moi braci nie mieli tego szczęścia . Przetrwalam bo byłam kozłem ofiarnym swojej rodziny. Jeżeli masz taką matkę jedyny ratunek zerwać wszelki kontakt to jedyny ratunek. Matka narcystyczna z zaburzeniami osobowości będzie taką samą dla twoich dzieci.
Męczyłam się bardzo długo w domu rodzinnym z taką matką i nasladujaca ją siostrą….dziś daleko od nich nie czuje się jak śmieć ,chociaż do normalności dluga droga…
Droga Blue – najważniejsze to, że odzyskałaś spokój i kroczysz ku wolności. Warto zajrzeć do własnego „środeczka” i w końcu zacząć żyć dla siebie. Warto pokochać siebie, ofiarując sobie szczęście i uśmiech, aby potem móc ofiarować te drobne pierwiastki radości innym. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dni pełnych słońca.
Mama mojego chłopaka jest narcystyczna. Mój chlipak w tej rodzinie jest kozłem ofiarnym bo jego brat jest w zbyt bliskiej relacji z matką i ją idealizuje więc jest lepszym synem a mój chłopak miał czelność się ze mną związać i już nie jest na każde jej zawołanie. Już na początku naszego związku to ja stałam się tą najgorszą. Próbowała mnie jak najbardziej oczerniać, nie pasowało jej to że jestem introwertyczna, wmawiala chłopakowi że nie będzie ze mną szczesliwy i ma mnie rzucić. W dodatku studiuję psychologię więc u niego w domu krążyła teoria że przez to będę nim manipulowała więc jestem zła. Mój chłopak mądrze do tego podchodzi i jesteśmy szczęśliwą parą już prawie od trzech lat, jednak trochę boję się co może dziać się w przyszłości
Najważniejsza jest Wasza miłości. Bardzo dużo wspólnie przeszliście, co tylko Was umocniło. Trwajcie i dbajcie dalej o swoją miłość, aby jej ogień nigdy nie zgasł. I tego oczywiście Wam życzę, Agnieszka
Moj syn ma podobną sytuację, ma narcystyczną dziewcznę, są ze sobą dopiero 1.5 roku. Półtora roku wystarczyło, żeby pokazać jak złych ma znajomych,jak potworny jest moj drugi syn,czyli jego brat, a teraz zaczęła psuć relacje z nami, czyli rodzicami….bez przerwy krytyczne uwagi na każdy temat, krytyczne uwagi na temat calej rodziny, moj mąż bardzo dużą rodzinę,ale nikt nie jest wart jej uwagi… od początku wydawało mi się to dziwne, ale dopiero po przeczytaniu tego artykułu zrozumiałam wszystko… nie bardzo wiem co robić, bo widzę, że tracimy kontakt z synem…
Pani Paolu jest Pani silną osobą i najważniejsza jest Państwa miłość do syna. Proszę nie tylko ją okazywać, ale również dawać synowi wszystko co jest z miłością związane. Nie naciskać, a w sposób subtelny okazywać miłość i o niej wciąż mówić. Najważniejsze, aby syn widział, że jest dla Was ważny – nawet gdy postanowi być z kobietą o której Pani pisze. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka
– OFERTA –
Cztery lata z narcyzą. Jak w opisie: obsesyjna dbałość o prezencję. Źle się czuła jak nie emanowała szpilkami i biustem. Zazdrość, zawiść i cała kupa ,,ex,, gotowych dla niej na wszystko. Ostatnio nawet jeden szukał jej pracy. Ale nieskutecznie, pewnie chciał się jej pozbyć w końcu…
Manipulacje, kłamstwa, wieczne problemy w każdej pracy, a pracowała miesiąc do trzech, średnio. Awantury, wyzwiska, nerwy / to była codzienność zanim się pozbyłem tego…babska.
Z tego, co czytam była to dla Pana bardzo trudna sytuacja. Wiele bardzo trudnych emocji. Jednak najważniejsze jest zadbanie o te emocje i tego Panu życzę. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka
Ja żyje z taką kobietą 25 lat z czego 21 lat malżenstwa.. w chwili obecnej czekam na sprawę rozwodową. Moja żona wiecznie miala jakieś dziwne relacje z innymi mężczyznami. Czasami jakaś kobieta mi dała do zrozumienia, żebym sobie baby pilonwał bo jej chłopa podrywa.. albo jakis facet za nami.jeździł autem itp. Zawsze miala usprawiedliwienie..podhrzewała mnie o zespół Otella. W koncu wyszedl na jaw jej 2 letni romans….z dwoma mężczyznami!!! Jak przeczytałem ten artykuł, to jakby ktoś opowiadał o mojej..mam nadzieję że już wkrotce byłej żonie.
Z tego co czytam udało się Panu zatroszczyć o siebie. To bardzo ważne i jestem pod ogromnym wrażeniem Pana wewnętrznej siły. Super. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka
Miałem taką kobietę, prawdziwy drań w kobiecej skórze. Popsuła mi opinię u wszystkich, płatkami jak miała dobry kontakt z nimi i jak obawiała się, że się dowiem to milczeniem, ,,dołem,, i niedomówieniami. Wszyscy się zdziwili że nie jesteśmy po 5 latach razem. ,,Przecież tak bardzo byliście za sobą…,, Przemilczam jak jej znajomi pytają co się stało. Ale było jak w tych podpunktach. Jak nie ja to zawsze był ,,lepszy ex,, aby jak coś załatwić, miała niejasne kontakty z byłymi i z domniemanymi kolegami jak sądzę także (W większości wymyślone,,. Niemniej jednak drażniące. Jednego przegoniłem sam, bo nie znał umiaru. Taki zakochany…
Awantury bez jakichkolwiek granic: ulica, dom, samochód lub moja firma. Nawet przy własnej rodzinie mnie rzekła że ma mnie w dupie. Wprost i oficjalnie i bez powodu. Ot tak…z miłości pewnie. Niepotrzebnie się jej zwierzałem, bo potem obrócił to przeciwko mnie po wielokroć. Obrzydliwy typ pasożyta. Mam, spokój od pół roku, ale czasem,,potrzebuje mnie,,. Nie reaguję Ale wcześniej powiedziałem,,nie licz na mnie, nikogo mną nie będziesz rozgrywała jak innymi,,. Chora jednostka.
Musiała to być dla Pana bardzo trudna relacja, a jeszcze trudniejsze rozstanie. Jednak udało się – dzisiaj wie Pan co jest dla Pana dobre i jak nie dopuścić do tego aby przeszłość mieszała w teraźniejszości. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka
Jestem w szoku te wszystkie historie są tak łudząco podobne do mojej. Powiem tak opuściło mnie 9 lat nieszczęść, w sumie to nawet fajnie brzmi. Mamy czterolatka, rozchodziliśmy się i schodziliśmy mase razy, kłótnie wieczne niezadowolenie z codzienności powiedzmy że taki standard z tego co tu wyczytałem z ciągłą pracą nad moim charakterem ( jak teraz o tym myślę to nie mogę wyjść z podziwu dla swojego antygeniuszu ) ona oczywiście zawsze była naj zawsze zawsze wiedziała lepiej i generalnie nie potrzebowała żadnych powiedzmy pozytywnych modyfikacji charakteru ;). Odsunąłem się od wszystkiego i wszystkich mi bliskich.oddałem wszystko co miałem a nawet więcej resztki siebie za to żeby dziecko miało oboje rodziców przy sobie. Jak już byłem w czarnym tyłku i wiedziałem że już nie mam nic więcej do dania (po wszystkich zdradach próbami manipulacji i wyprowadzenia mnie z równowagi i fochach i całej reszty nieprzyjemności) zdarzył się cud wtedy oczywiście myślałem że to koniec świata. Od jakiegoś czasu urabiała sobie nowego nosiciela ten pasożyt za moimi plecami z powiedzmy wiejskiego kółka rozwodników no i poszło w cholerę zabierając dziecko. Troche mi gościa szkoda bo próbowałem mu napisać w co się pakuje ale jak to mówią już jest po chopie zakochany po uszy. Może będzie mądrzejszy niż ja i jak za jakiś czas różowe okulary opadną to się zoriętuje w co się wpakował.
Nie ma się czego dziwić że historie są podobne, bo i schematy działania tego parazyta, są takie same: ściąganie na dno, obniżanie wartości, szantaż, złe emocje, skarny egotyzm. Pod płaszczykiem kochającej, empatycznej super osoby. Klękajcie narody!
Mój syn jest z taką dziewczyną. Zanim zrozumiałam jaką ona ma osobowość zmanipulowała i mnie. Było mi jej żal bo miała ciężkie dzieciństwo, na rodziców nie mogła liczyć, a często wyreczała matkę w obowiązkach nad młodszym rodzeństwem. Jej matka do dziś mówi, że to jej córka jest jej matką. Według mnie są to bardzo zaburzone relacje. W listopadzie podejrzewała mojego syna o zdradę tylko dlatego że podwiózł koleżankę z pracy. Udało mi się namówić ją na terapię. Teraz chodzą razem z moim synem na terapię. I tak zmanipulowała to, że on ciągle mówi że musi się zmienić żeby ją zadowolić. Ciągle ja zadowala a jej wciąż mało. Byliśmy na święta u drugiego syna i synowie, którzy bardzo się starali stworzyć świąteczną rodzinną atmosferę a ona od chwili przyjazdu ciągle niezadowolona. I tak przez całe 3 dni demonstrowała niezadowolenie. To już nawet dla mnie było za wiele. Tym bardziej, że synowa bardzo to przeżyła aż się popłakała.
Już nie wiem co mam zrobić z tą dziewczyną. Często zwracała się do mnie o radę, mówiąc że ma do mnie zaufanie. Czy powinnam z nią o tym porozmawiać? czy dać sobie spokój. A porozmawiać z synem
Droga Mała Mi. Bardzo ważne jest to, że syn z dziewczyną chodzą do terapeuty. Jednak w tym wszystkim warto też pomyśleć o sobie. Czy to jest tak, że czuje się Pani wyczerpana wspieraniem dziewczyny swojego syna? Jeśli tak, to ma Pani do tego prawo. Jest to bardzo naturalne, że człowiek traci energię, gdy nieustannie jest proszony o wsparcie. Proszę teraz pomyśleć o sobie. Dziewczyna ma terapeutę i do niego warto byłoby, aby zwracała się z wszelkimi pytaniami i obiekcjami. Pani nie musi a nawet nie powinna być dla niej terapeutką. Jest Pani matką swojego syna i to jest najważniejsze. Pozdrawiam, Agnieszka
– OFERTA –
witam
Po przeczytaniu tego artykułu wczoraj podjąłem decyzję o tym, żeby sie rozstać z taką kobietą. Dbałość o siebie, brak empatii (całkowity) a przede wszystkim niesamowity wręcz egoizm.
zbieram się z decyzją, jesteśmy razem 20 lat (16lat małżeństwem)
Już kilka lat temu usiłowałem pójść z żoną na terapię małżeńską, jednak zakończyło się awanturą i słowami, że ja powinienem się leczyć a ona nie potrzebuje żadnych terapii bo cyt.”nikt nie bedzie mądrzejszy od niej, a już na pewo nie jakiś psycholog”
teraz jesteśmy na etapie zerwanych kontaktów z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi.
Moi dwaj najlepsi kumple są dla niej śmiertelnym zagrożeniem. wspólne wyjście w góry czy na rower jest pretekstem do awantury.
Często miewam poczucie winy za tą sytuacje, choć wiem już że tak nie jest.
Częste cyctaty tej kobiety to:
-w dupie mam przysięgę małżeńską
-Co mnie interesuje co ktoś mówi
Mamy dwie córki. boje się, że kiedy o tym się dowie będzie oczerniać mnie w ich oczach. właściwie to jestem o tym przekonany.
Obawiam się że mogę psychicznie tego nie wytrzymać, bo wiem że zamieni moje życie w piekło.
Ale muszę to zakończyć.
Będzie to trudne o tyle, że nigdy w domu nawet nie podniosłem głosu. Zawsze na wszystko się zgadzałem. Ale teraz osiągnąłem już dno!
Witam, najważniejsze to zatroszczyć się o swoje bezpieczeństwo. Ma Pan pełne prawo do swoich praw. Nikt nie ma prawa ich nadwyrężać lub przekraczać – nawet osoby będące z nami w związku nie mają do tego prawa. Proszę działać w kierunku swoich praw. Pozdrawiam.
Oczywiście, że spotkałem i to wiele takich kobiet, choć może niektóre cechy pokazywały w stopniu średnim, albo manipulowały, by tak wyglądać. Niestety cały czas mężczyzn obraża się od narcyzów, psychologowie narcyzm u mężczyzn diagnozują częściej, ale jakby u wielu kobiet naprawdę dziś to staje się coraz częstsze…
To są straszne osoby, a do tego tak zakłamane że łatwo wpaść w sidła. Fałsz, fałsz i obłuda, aby jej było dobrze.
Ja pisząc o zaburzeniach często używam męskiej formy osobowej, ale wynika to z faktu, że piszę o człowieku. A jak wiadomo człowiek to kobieta i mężczyzna. Często także to podkreślam w moich wpisach. Bowiem warto wiedzieć, że zaburzenia dotyczą obu płci. Dziękuję za komentarz i serdecznie pozdrawiam.
12 lat z taką… kobietą, ostatnie 3 tylko z uwagi na dzieci. Terapia.. porazka, z trzeciego spotkania zostaliśmy uprzejmie wyproszeni bo terapeutka stwierdziła, że nie potrafi pracować, jeśli nie daje się Jej dojść do słowa a poza atakami na mnie bezustannie podważane są Jej kompetencje.
Mam pytanie techniczne: zauważyłem opisywany tu mechanizm kopiowania zachowań matki u młodszej córki i staram się o przejęcie opieki zanim takimi nawykami zniszczy życie innym.. i sobie, bo wydaje mi się, że takim osobom trudno o zwykłe, codzienne szczęście skoro nieustannie są z kogoś i czegoś niezadowolone. Czy opisywane tu sytuacje, jak widzę wcale nie takie rzadkie, mają jakąś systematykę medyczną.. lub wręcz prawną?
Aby móc rozpoznać narcystyczne zaburzenie osobowości trzeba posłużyć się kryteriami diagnostycznymi. Według Klasyfikacji DSM- 5 kryterium rozpoznawania narcystycznego zaburzenia osobowości stanowi „stały wzorzec zachowań i reakcji emocjonalnych, związany z poczuciem wyższości (w wyobraźni i zachowaniu), potrzebą bycia podziwianym i brakiem zdolności do współodczuwania, rozpoczynający się u młodych dorosłych i występujący w różnych warunkach, charakteryzujący się co najmniej pięcioma z poniższych:
1. Wielkościowe przekonanie co do swojej wartości (np. wyolbrzymianie swoich osiągnięć i talentów, oczekiwanie bycia lepiej traktowanym niż inni, pomimo braku znaczących osiągnięć).
2. Pochłonięcie wyobrażeniami o nieograniczonym h: sukcesie, władzy, doskonałości, pięknie lub miłości idealnej.
3. Przekonanie o byciu kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Potrzeba bycia rozumianym wyłącznie przez osoby (lub instytucje) o wysokim statusie społecznym, zdolność do przebywania wyłącznie w towarzystwie takich osób.
4. Nadmierne pragnienie bycia podziwianym.
5. Poczucie bycia uprzywilejowanym (tzn. irracjonalne oczekiwanie bycia szczególnie traktowanym lub zakładanie z góry, że różne oczekiwania zostaną spełnione).
6. Wykorzystywanie innych osób do osiągnięcia swoich celów.
7. Brak zdolności współodczuwania: niechęć do rozpoznawania lub identyfikowania się z uczuciami albo potrzebami innych osób.
8. Częste poczucie zazdrości wobec innych lub przekonanie o tym, że to inni są zazdrośni.
9. Arogancka, wyniosła postawa lub zachowanie.”
Ocenia się, że dotyka ono około 1% ogólnej populacji. Życie z osobowością narcystyczną bywa bardzo trudne, jednak możliwe. Jeśli jakieś zachowanie jest podejrzane warto mieć na uwadze dobro dziecka. Serdecznie pozdrawiam.
14 lat wytrzymałem z taką kobietą. Dodatkowo posiada nerwicę lękową – dramat to mało powiedziane. To co przeżyłem nadaję się na dobrą książkę lub ostry dramat. Szkoda że nie posiadałem takiej wiedzy wcześniej. Każdy powinien mieć świadomość o takiej osobowości i z taką wiedzą podjąć decyzję. Zastanawiam się czy można coś takiego „wypracować” zmienić?
Zmiana jest możliwa tylko wtedy, gdy określona osoba jej chce. Jednak w życiu wygląda to bardzo różnie. Dlatego zawsze warto mieć na uwadze swoje dobro. Serdecznie pozdrawiam.
Zniszczy /. To samo się przytrafiło mi
Bardzo mi przykro ?
Problem narcystycznej osoby polega na tym że on nie dostrzega że jest z nim coś nie tak 🙂 mam świadomość że zmiany w życiu które dokonujemy wynikają z bodźca i sytuacji, ale jak coś zmienić skoro osoba z takim nastawieniem uważa że nie ma powodu zmieniać cokolwiek.
Przede wszystkim zadbać o siebie. Drugiej osoby nie da się zmienić, ale możemy zmienić siebie i przez to tworzyć bodźce 🙂 Serdecznie pozdrawiam.
Witam ! Moja ,,Bogini ” jest psychiatra ja tylko technikiem. Milosc od pierwszego spotkania. Wszystko układało się super do dnia zareczyn. Od tego momentu wyszło dużo na jaw. Pierwszy mąż zabrał jej tzn sąd prawa rodzicielskie okazało się że przez alkohol i agresję. Drugi mąż również psychiatra zapil sie na śmierć. Następny partner(ofiara) zapil się na śmierć. Następny uciekł gdzie pieprz rośnie ale nadal ja kocha. Moja ,,Bogini” pije nadal. Po 2 latach wziąłem ale pozbierać sie nie mogę. Neka mnie na komunikatorach,e-mailach telefonicznie z innych numerów. Wczoraj byłem u psychologa, dowiedziałem sie tego co już wiem. Strasznie ja KOCHAM!!! Nie umiem tego zakończyć. Boli strasznie. Nie potrafię funkcjonować bez niej . Ona pije codziennie ,popijam garść leków psychotropowych piwem,do tego jest zakupoholiczkai seksoholiczka ,zdrada to nie problem dla niej ja jestem ponizany w każdym prawie zdaniu, policja bywa często ,bo po alkoholu ,,ten pan „czyli ja grozę jej śmiercią ale policjanci znają juz ten adres i wiedza ,że tak było od 20 lat z moimi poprzednikami również. Nie wiem jak sie wypłata z tego związku.
Na pewno musi to dla Pana być trudna sytuacja. Jednak najważniejsze, że ma Pan świadomość tego, co nie powinno być u Pana w życiu. Czasem warto spojrzeć na uczucie miłości z innej perspektywy. Sprawdzić, czym faktycznie jest, ponieważ może się okazać, że miłością nie jest. Serdecznie pozdrawiam.
witam,
interesuję się tematem zaburzeń osobowości, ponieważ moja córka – 19 latka, posiada cechy osobowości narcystycznej, histerycznej i psychopatycznej. Historia problemów wychowawczych sięga momentu, kiedy miała 12-13 lat. Już wtedy z trwogą obserwowałam jak wpatrzona jest w odbicie swojej prześlicznej buzi; jak pożąda spojrzeń i uwagi innych ludzi, wszędzie i przy każdej okazji – na ulicy, w szkole, w sklepie; jaka jest arogancka i bezczelna na lekcjach zamieniając je w chaos, kłócąc się i oskarżając nauczycieli o straszne rzeczy; jaka oziębła i obojętna jest wobec potrzeb psa z którym wychowuje się od małego; jak wreszcie – między nami matką i córką – przepływ dobroci, pomocy, opieki, zainteresowania, poświęcenia, dostarczenia wygód materialnych i komfortu – jest tylko w jedną stronę – ode mnie do niej. Nigdy inaczej. Nawet w postaci takiego gestu jak zjedzenie wspólnie obiadu, czy pomoc w jego przygotowaniu, nawet podania herbaty kiedy mama leżała w łóżku po operacji ortopedycznej, ubranie choinki na święta czy wyjście z psem na spacer…. Powiedzenie z wyrachowanym uśmieszkiem na twarzy: „ale utyłaś”, „jesteś stara”, „twój facet jest taki brzydki – po co ty z nim jesteś” itp to była codzienność. Mimo to nigdy nie odpuszczałam w konsekwentnym pokazywaniu na czym polega miłość – wierzyłam, że przyjdzie moment że załapie, że przesiąknie dobrymi wzorcami, że to tylko trudne dojrzewanie. I po tych latach starań jestem w punkcie wyjścia – nie zdziałałam nic i zdałam sobie sprawę, że los skazał mnie z góry na porażkę, bo nie doświadczę uczucia dumy, pociechy, więzi rodzinnej, przyjaźni…. Zdałam sobie sprawę z kolejnej wielkiej życiowej porażki, kolejnej – bo pierwszą był związek z jej ojcem i przejście przez tę samą wieloletnią karuzelę deficytu miłości, uczucia samotności, odrzucenia, niedocenienia, wykorzystywania i przedmiotowego traktowania. I choć było jasne od jej narodzin, że córka jest „klonem” ojca, to nie dopuszczałam do siebie myśli że historia może się powtórzyć. Naiwnie (i nie zdając sobie sprawy jak bardzo nieuleczalny jest Narcyz) uparłam się że miłością zdziałam cuda. Nie zdziałałam.
Dziękuję za podzielenie się swoją historią. Przesyłam moc pozytywnej energii ?
hmmmm szkoda że tak późno to znalazłam. wdowa po moim bracie to właśnie ktoś taki. on przrz nią popełnił samobójstwo zostawiając 2 dzieci. teraz boję się co ona może im zrobic , skoro jego doprowadziła do takiego stanu.
Proszę pamiętać, o tym że nikt bez naszej zgody nie może ingerować w nasze życie. Proszę pamiętać o swoich prawach i być blisko swoich potrzeb. I tego Pani życzę z całego serca ?
Bardzo dziękuję, przekonałem się że nie tylko ja to dostrzegłem.
Prosto w cel, nie ujął bym tego lepiej, brawo.
Cieszę, że mogę być pomocna. Pozdrawiam ?
Jestem 4 lata po rozwodzie z kobietą tego typu. Najlepsza decyzja mojego życia. Sprawy z dziećmi można poukładać. Wściekłość byłej, że ktoś miał czelność kopnąć cud boży w d… – bezcenne. Trzymam kciuki panowie, żebyście panowie przejrzeli na oczy i wyhodowali cohones.
Zawsze warto o siebie i swoje potrzeby dbać. Jest to duża wartość ?
Przecieram oczy jak to czytam ilu ludzi związało się z narcyzem. Ja również jako DDA dałem się uwieść mojej przyszłej żonie. Narcyz szuka empaty choć na początku daje serce na tacy. I to ona zawsze podrywa. Niedawno dowiedziałem się o jej kilku romansach w pracy przez te wszystkie lata małżeństwa. Szok. Małomówna, cicha woda, całą winę zrzuciła na mnie. Zmanipulowała swoich rodziców i szwagra. Choć mam mocne dowody to mówi, że to nieprawda. W sądzie mam się przygotować na szereg kłamstw. No coż, przyciągamy takich ludzi.
Daleka jestem od tego, że kogoś przyciągamy. Raczej nasza pasywność jest pewną formą cichego przyzwolenia. Dlatego zawsze warto mieć na uwadze swoje dobro. Pozdrawiam.
Brakuje mi jedynie w tym artykule wzmianki na temat odcinania partnera od rodzinny i nabliższych, przywłaszczania go sobie i nadmiernej kontrolii. Warto również wziąć pod uwagę to ,iż większość osób ma jakąś część ze spektrum narcyzmu, żadko zdarza się osobnik który ma 100% podanych wyżej cech.
Pozdrawiam
Dokładnie. Zgadza się. O tym też wspominałam w innych moich artykułach. Natomiast tutaj tak, jak Pani świetnie to zauważyła zabrakło tej informacji. Postaram się uzupełnić. Choć myślę, że Pani słowa/ komentarz są tego świetnym uzupełnieniem. Dziękuję i pozdrawiam.
prawda w 100% …. niestety
miałem taką żonę …
Bardzo mi przykro. Najważniejsze, że to czas przeszły.
Mam 42 lata, żona 44, nasze dzieci 12, 8 i 4.
W 2015-2016 żona zafascynowała się książką o życiu na wsi. Niewiele minęło, a zaczęła napierać na zakup ziemi daleko od naszego miejsca zamieszkania i pracy, szantażując mnie rozwodem. Przeraziłem się, ustąpiłem, tym bardziej, że pieniądze żonie na ten zakup faktycznie jakby z nieba spadły. Od tamtej pory żona urlopy spędzała w tamtym miejscu; ja – chcąc nie chcąc – towarzyszyłem jej i dzieciom.
W marcu 2020, gdy zabronili poruszania się po ulicach, spakowała się i wyjechała z dziećmi, korzystając z możliwości zamieszkania w 35-metrowym domku nieopodal naszej działki, udostępnionym przez osobę, ktora sprzedała nam ziemię.
Teraz twierdzi, że nie może żyć w mieście, bo tu ludzie będą umierali od sieci 5G i koronawirusa (który na początku był „tylko grypką”), a o jedzenie po splądrowaniu sklepów będą walczyli na ulicach. Nie da się zniewolić i żadnej szmaty na twarzy nosić nie będzie. na pytanie, skąd brać pieniądze na życie, odpowiedziała, że z 500+ – i alimentów ode mnie.
Ratunkiem ma być życie na wsi.
Tam można porozmawiać z gwiazdami, drzewami, ziemią i poczuć, jaką krzywdę jej robimy.
A nasz związek się rozleci, bo mój poziom wibracji jest zbyt niski. Życie ma być lekkie, łatwe i przyjemne, należy unikać mówienia o wypadkach, cierpieniach, chorobach swoich czy innych itp. A ja ją takim szambem oblewam. Gdy mówiłem przez telefon, że tęsknię, i aby coś mi miłego powiedziała – usłyszałem „Dobranoc!”
Obowiązków społecznych, zawodowych, rodzinnych czy małżeńskich ona nie uznaje. Jedynym jej obowiązkiem to bycie samemu szczęśliwą – jak ona będzie, to i rodzina będzie szczęśliwa.
Czuje ona, że w świecie jest wiele dusz czekających na przyjście na ziemię. Ona jest gotowa, aby sprowadzić tu jeszcze jedną. Dba o siebie, dobrze się odżywia, ćwiczy, kąpie się w rosie i październikowych jeziorach (i faktycznie, wygląda szałowo, tak że w czasie odwiedzin w mojej pracy koledzy pospadali z krzeseł; niewątpliwie jest piękną i inteligentną kobietą).
Chce czwartego dziecka, „jak nie ze mną, to z kim innym”.
Ale seks nie w tym celu jest zbyt niski i płytki, a ona zna bardziej przyjemne rzeczy od „gimnastykowania ciała”. Nawet przytulenie się do niej to rzadkość.
Ale o dzieci walczyć ze mną nie będzie. twierdzi, że muszę uważać, żeby mnie złość nie zjadła. Tak jak stało się z moją mamą, która się zagryzła zmartwieniami i dostała raka.
Co gorsze, zaczęła też podejmować zachowania ryzykowne i mało odpowiedzialne:
W kwietniu 2019 kupiła na raty od niewidzianych, nieposiadających referencji Białorusinów dom z bala. W lipcu zamówiła do tego domu okna. Domu nie ma do dziś, a okna czekają u producenta. Wpłacone środki nie przepadły tylko dzięki mojej aktywności, a kredyt na ten cel dopiero co skończyłem spłacać.
Wiosną pożyczyła bez mojej wiedzy od swojego brata kilka tysięcy złotych. W październiku podebrała jeszcze kilkaset złotych z koperty, do której trafiają pieniądze dawane naszym dzieciom przez dziadków.
W sierpniu 2020 – podczas wyborów prezydenckich! – była na Białorusi, aby uczestniczyć w jakimś kursie gimnastyki.
Ostatnio zaczęła wypominać córce pieniądze wydawane na lekcje tańca, tak, że tej zrobiło się przykro (żona uważa, że 500+ to jej dochód). W tym momencie młodsza córka podeszła do mnie i powiedziała „A wydawanie pieniędzy na jej kwiatki to mamie nie szkoda” albo „A ona sama na swoje rzeczy pieniądze to potrafi wydawać”. Miesiąc temu, w czasie spotkania rodzinnego urządzonego przez teściową dla najstarszej córki, spoliczkowała mnie przy dzieciach i swoich rodzicach za sugestie, że ma coś z głową.
Na moje szczęście, otworzyłem się na kolegów z pracy, na znajomych, na swoją rodzinę pochodzenia, zostałem wysłuchany w centrum informacji kryzysowej. Znalazłem klucz do jej osoby: osobowość socjopatyczna/narcyz/psychofag. Wewnętrznie jestem już po decyzji o rozwodzie, ale zostawiam sobie przyjemność sprowokowania jej do pozwu (zagroziła, że zrobi to, jeśli zawnioskuję o 500+).
Teraz to Bogu dziękuję, że to ona wyprowadziła się ode mnie, i że nie wiążą nas żadne kredyty. Córki twardo stoją za mną, najmłodszego sama oddała do przedszkola, więc i on będzie do odzyskania. Teraz mam największą frajdę z marzeń o przyszłym związku, o tym, że ktoś sam z siebie będzie chciał wziąć mnie za rękę, znienacka przytulić, albo – jak śniło mi się dzisiaj – będzie po prostu cieszył się z tego, że ze mną jest i mi towarzyszy.
Pana postawa jest świadectwem tego, że zawsze warto troszczyć się o siebie. Nie można robić sobie krzywdy na rzecz innych osób. Dziękuję za podzielenie się swoją historią.